25.07.2008

23:17

Piątek

Med

W czasie lunchu wyskoczylem jeszcze na ostatnie zakupy. Biegalem po Glasgow i kupowalem ostatnie pierdy, a slonce grzalo moje spocone cialo :-P Bylo ostro goraco. Ja tu popitalam w sweterku, a kolesie chodza bez koszulek. Dla Szkotow swietem jest dzien, kiedy temperatura powietrza osiaga 25 stopni. Juz przy 23 chodza bez koszulek po miescie. Nie wiem ile bylo tym razem, ale pare nagich torsow sie zdarzylo.

Wrocilem do biura i nadal mialem co robic. Pomagalem przez telefon jednej lasce z Edynburga, odpowiadalem w tym czasie na maile i skreslalem z listy rzeczy juz zrobione. Na sam koniec zawolala mnie jeszcze jedna panna i siedzialem z nia troszke za dlugo. Do samolotu zostalo mi poltorej godziny. Wybieglem z tobolami jeszcze do Bootsa po krem dla kolezanki i szybko pobieglem na autobus, bo nie chcialo mi sie wyjmowac kasy na taksowke z bankomatu. A gdybym mial zaplacic karta, musialbym zostawic napiwek, a nie mialem przy sobie zadnej gotowki. Pobieglem na autobus.

Wszystko byloby super, gdyby kierowca autobusu:
a) nie czekal na pana, ktory wsiadl na jednym z przystankow i nie mial przy sobie gotowki. Czekalismy az wyjmie kase z bankomatu za rogiem.
b) nie zamienial sie z drugim kierowca tuz przed wjazdem na teren lotniska

Wbieglem do terminalu i ustawilem sie pod ekranem z napisem KLM Amsterdam. Przede mna stala rodzinka i nadawala 4 walizki. Ocipiec mozna. Ale przeciez stoje w kolejce, wiec bedzie dobrze. Chwile pozniej oblal mnie zimny pot. Myslalem, ze takie rzeczy dzieja sie tylko w filmach. Na moich oczach z ekranu zniknal napis KLM i ekran sie wylaczyl. Podbieglem do tej laski, pytam ja czy moge sie jeszcze wchekinowac, a ona mi na to, ze kolezanka sie tym zajmuje. Zaraz przyjdzie.

Kolezanka oczywiscie zadzwonila do obslugi naziemnej i okazalo sie, ze cala papierologia zostala juz zrobiona. Nie mam szans na dostanie sie na poklad. Od powrotu do domu dzielila mnie jedna minuta, no moze piec. Poczulem nieopisana wscieklosc i bezradnosc. Nie wiem czy firma oplaci mi kolejna noc w hotelu. Pani, ktora mnie nie wpuscila zobaczyla moja desperacje i zabrala mnie do stoiska KLMu, gdzie uprzejmy starszy pan, przebookowal mi bilet na sobote!!!!

Postanowilem, ze wroce do biura i na spokojnie omysle plan dzialania. Oczywsicie wszyscy byli ostro zaskoczeni, ale nikt nie zaoferowal pomocy, a laska z ktora siedzialem na koncu zapytala czy to przez nia, a kiedy zaprzeczylem zmyla sie, zeby tylko nie sluchac calej historii. Skontaktowalem sie ze znajomymi z Glasgow, nadal byli w Hiszpanii. Drugi znajomy nie odezwal sie od wtoreku kiedy to go potrzebowalem, wiec stwierdzilem, ze dam sobie spokoj. Pomyslalem, ze przeciez Edynburg jest blisko i tam tez mam dwie mozliwosci. Wiec skontaktowalem sie z kim trzeba i z usmiechem na ustach obwiescilem Pani dyrektor, ze jade do Edynburga :-)

Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo. Zostalem ugoszczony iscie po krolewsku. Mieszkalem w samym centrum i nawet dostalem wlasne lozko. A Edynburg jest przeciez piekny. Do Polski wracam jutro.

Komentarze (2)

Brit

*.chello.pl

27.07.2008 | 11:44

shit happens just blow it off

Magda

*.neoplus.adsl.tpnet.pl

04.08.2008 | 00:29

Grunt, że się dobrze skończyło, a nie utknąłeś jak Tom Hanks w "Terminalu" ;)
Skomentuj

Komentarz:

Zaloguj się lub dodaj swój podpis i wpisz hasło z obrazka

emotki

Podpis:


Wpisz kod z obrazka


czekaj...


Kliknij aby powrócić na stronę główną tego moBloga