26.07.2008
22:02
Sobota
Mialo byc Scotland Holland Poland, a wyszlo Scotland Holland
Bylem na lotnisku nawet na godzine przed odlotem. A samolot spoznil sie o godzine. Co zatrzymalo mnie na noc w Amsterdamie. Dolecielismy spoznieni o godzine. A kiedy wyladowalismy, moj samolot do Warszawy wlasnie wystartowal. Co za pierdolony zbieg okolicznosci. Dzis bede spac u znajomego, z ktorym pracowalem w poprzedniej firmie. Dzis ta piosenka powyzej nie odnosi sie do mnie. Wolalbym byc w domu juz od piatku zamiast podorozowac.
Siedze przed lotniskiem i czekam na tego kolesia. Dobrze przynajmniej, ze tu jest internet... Pozdrowienia z Amsterdamu...
25.07.2008
23:17
Piątek
|
W czasie lunchu wyskoczylem jeszcze na ostatnie zakupy. Biegalem po Glasgow i kupowalem ostatnie pierdy, a slonce grzalo moje spocone cialo
Bylo ostro goraco. Ja tu popitalam w sweterku, a kolesie chodza bez koszulek. Dla Szkotow swietem jest dzien, kiedy temperatura powietrza osiaga 25 stopni. Juz przy 23 chodza bez koszulek po miescie. Nie wiem ile bylo tym razem, ale pare nagich torsow sie zdarzylo.
Wrocilem do biura i nadal mialem co robic. Pomagalem przez telefon jednej lasce z Edynburga, odpowiadalem w tym czasie na maile i skreslalem z listy rzeczy juz zrobione. Na sam koniec zawolala mnie jeszcze jedna panna i siedzialem z nia troszke za dlugo. Do samolotu zostalo mi poltorej godziny. Wybieglem z tobolami jeszcze do Bootsa po krem dla kolezanki i szybko pobieglem na autobus, bo nie chcialo mi sie wyjmowac kasy na taksowke z bankomatu. A gdybym mial zaplacic karta, musialbym zostawic napiwek, a nie mialem przy sobie zadnej gotowki. Pobieglem na autobus.
Wszystko byloby super, gdyby kierowca autobusu:
a) nie czekal na pana, ktory wsiadl na jednym z przystankow i nie mial przy sobie gotowki. Czekalismy az wyjmie kase z bankomatu za rogiem.
b) nie zamienial sie z drugim kierowca tuz przed wjazdem na teren lotniska
Wbieglem do terminalu i ustawilem sie pod ekranem z napisem KLM Amsterdam. Przede mna stala rodzinka i nadawala 4 walizki. Ocipiec mozna. Ale przeciez stoje w kolejce, wiec bedzie dobrze. Chwile pozniej oblal mnie zimny pot. Myslalem, ze takie rzeczy dzieja sie tylko w filmach. Na moich oczach z ekranu zniknal napis KLM i ekran sie wylaczyl. Podbieglem do tej laski, pytam ja czy moge sie jeszcze wchekinowac, a ona mi na to, ze kolezanka sie tym zajmuje. Zaraz przyjdzie.
Kolezanka oczywiscie zadzwonila do obslugi naziemnej i okazalo sie, ze cala papierologia zostala juz zrobiona. Nie mam szans na dostanie sie na poklad. Od powrotu do domu dzielila mnie jedna minuta, no moze piec. Poczulem nieopisana wscieklosc i bezradnosc. Nie wiem czy firma oplaci mi kolejna noc w hotelu. Pani, ktora mnie nie wpuscila zobaczyla moja desperacje i zabrala mnie do stoiska KLMu, gdzie uprzejmy starszy pan, przebookowal mi bilet na sobote!!!!
Postanowilem, ze wroce do biura i na spokojnie omysle plan dzialania. Oczywsicie wszyscy byli ostro zaskoczeni, ale nikt nie zaoferowal pomocy, a laska z ktora siedzialem na koncu zapytala czy to przez nia, a kiedy zaprzeczylem zmyla sie, zeby tylko nie sluchac calej historii. Skontaktowalem sie ze znajomymi z Glasgow, nadal byli w Hiszpanii. Drugi znajomy nie odezwal sie od wtoreku kiedy to go potrzebowalem, wiec stwierdzilem, ze dam sobie spokoj. Pomyslalem, ze przeciez Edynburg jest blisko i tam tez mam dwie mozliwosci. Wiec skontaktowalem sie z kim trzeba i z usmiechem na ustach obwiescilem Pani dyrektor, ze jade do Edynburga ![]()
Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo. Zostalem ugoszczony iscie po krolewsku. Mieszkalem w samym centrum i nawet dostalem wlasne lozko. A Edynburg jest przeciez piekny. Do Polski wracam jutro.
25.07.2008
00:45
Zdjęcie ze Środy ale dziś jest Piątek
|
Stal sobie bezczelnie pod oknem mojego biura przez cale 8 godzin. Co chwile moglem sobie na niego zerknac. Dzis musi byc gdzies indziej, na jego miejscu stoi BMW.
W czasie lunchu musze skonczyc zakupy , o ktore mnie poproszono, a potem jade na lotnisko. Jeszcze sporo pracy przede mna teraz. Tak wiec sie za nia zabieram
24.07.2008
22:52
Czwartek cd
|
No prosze jednak zdjecia doszly. I jak milo, ze w zlej kolejnosci hehehe To drobna pamiatka z Edynburga. Zdjecie zrobione podczas przerwy na lunch, kiedy szedlem sobie na Princess Street, zeby zapolowac na jakies jedzonko.
Tak jak zaplanowalem, pomkrecilem sie jeszcze po Centrum kiedy wyszedlem z biura. Pociagi miedzy Glasgow a Edynburgiem jezdza co 15 minut, wiec stwierdzilem, ze nie musze sie spieszyc. Poszedlem sobie na Royal Mile, odiwedzilem kosciolek, pomodlilem sie chwilke i poszedlem na stacje. Pociag o 18:45 odjechal mi sprzed nosa. Spoko, za 15 minut bedzie nastepny. Mylilem sie. Ten o 19:00 zostal odwolany. Kolacje chcialem zjesc juz w Glasgow, ale majac w perspektywie pol godziny czekania, stwierdzilem, ze zjem cos na miejscu i tak tez uczynilem.
Odjechalem sobie pociagiem o 19:15. W Glasgow wialo niemilosiernie. Wrocilem do hotelu, oplacilem reszte pobytu i poszedlem do pokoju, gdzie po relaksujacym prysznicu obejrzalem Big Brothera i zasnalem
24.07.2008
18:51
Czwartek
Sroda minela juz troszke przyjemniej. Bylem potrzebny, krzatalem sie po biurze w Glasgow i wszystko sie udawalo. Zostalem w pracy do 19:00 tutejszego czasu (czyli do 20:00 polskiego), ale i tak odznaki pracownika miesiaca nie dostane
Na pol godziny przed wyjsciem dowiedzialem sie, ze nastepnego dnia mam sie pojawic w Edynburgu. Spodziewalem sie, ze zostane tam wyslany, ale nie spodziewalem sie, ze zostane poinformowany o tym w ostatniej chwili.
Tak wiec dzis grzecznie wstalem i poszedlem na sniadanko, ktorego nie powinienem jesc hehehe ale dobrze miec znajomosci. "Na bramce" stala Renata, ktora poczekala az naloze sobie wszystko na co mam ochote i zaczne konsumowac. Podeszla i powiedziala, ze mowi mi to z sympatii (jak milo
) Nie bylo mnie na liscie sniadan i jesli jutro tez bede chcial zjesc, to moge nie zostac wpuszczony, a jej nie ma w pracy. Od razu jej wytlumaczylem, ze to pewnie dlatego, ze mam oplacona tylko jedna noc, a teraz czekam na przelew z firmy, zeby zaplcic dalszy pobyt. Przyznala mi racje i na jej twarz wrocil usmiech
Jutro juz bede na liscie sniadan, poniewaz na szczescie dzis dostalem przelew. Po sniadanku ruszylem na stacje, a w pociagu pisalem zalegle sluzbowe maile. Co za zycie
W biurze w Edynburgu zaczelo sie tak samo jak wczoraj w Glasgow na poczatku nikt mnie nie potrzebowal, ale pod koniec dnia byla do mnie prawie ze kolejka
W czasie lunchu wyskoczylem na drobne zakupy i spacerek. Teraz tez sie chyba przejde i bede sobie wracal do Glasgow, zeby sie wreszcie wyspac (wczoraj mialem na to szanse, ale najpierw lecial program o szukaniu mieszkania, potem Big Brother, a na koniec amerykanska Zamiana Zon - uwielbiam Channel 4 hehe)
P.S. Moje zdjecia nie dochodza na mobloga, wiec na razie bedzie bez zdjec
24.07.2008
10:49
Wtorek cd
Mimo wszystko stwierdzilem, ze nie ma co dramatyzowac i poszedlem do pokoju… na trzecim pietrze… bez windy… (windy w sumie były 3, ale żadna nie dzialala) w budynku przypominajcym palac, wiec kazde pietro mialo co najmniej 3 metry wysokosci, jeśli nie wiecej. Schody jak w amerykanskich filmach, czerwony dywan, szeroko, przestronnie tylko wali piwem i pijani ludzie walaja się po stopniach. Im wyzej, tym bardziej przerazajaco. Dotarlem do swojego korytarza, nie wyobrazalem sobie, ze mam spac w tym nawiedzonym budynku. To naprawde wygladalo jak nawiedzone zamczysko, tyle ze bez sluzby, która by dbala o dywany i czystosc scian. To tak jakby arystokracja zostala wyrzucona i miejsce opanowane było przez zdecydowanie nizsze warstwy spoleczne.
W pokoju zachcialo mi się plakac. Kibel nie pozostawil mi zludzen. To nie była lazienka, to był ewidentnie kibel, smierdzacy i z zaciekami. Glazura pamietala chyba jeszcze lata 70, o których potem opowiadal mi jeden koles, który podobno wtedy w tym hotelu pracowal. To był pieciogwiazdkowy hotel… wtedy. W suficie pokoj miał dziure, przez która widac było rury. Nie chcialem czekac az wyskoczy stamtad maly wlochaty przyjaciel z ogonem. Skontaktowalem się ze znajomym, który poferowal mi mieszkanie w centrum, którego nie uzywa już poprzednio. Tym razem naprawde potrzebowalem jego pomocy i postanowilem zaczac się narzucac. Niestety był w Hiszpanii. Drugi tubylec, który mogl mi pomoc miał wylaczony telefon. Byłem w ciezkiej dupie…Wyszedlem do hotelu, w którym zwykle się zatrzymujemy.
Znajoma obsluga, pachnaca recepcja, czyste dzialajace windy i nawet swiatelko w tunelu w sprawie mojej smierdzacej walizki. Jedyny minus, musialem zaplacic sobie za pierwsza noc sam. I tu musze powiedziec, ze baaaaardzo się ucieszylem, ze mam karte kredytowa. Umiesz liczyc, licz na siebie. Nie moglem się zatrzymac u zadnego z moich znajomych z Glasgow, nie znam prywatnych numerow ludzi z pracy, wiec gdyby nie ta karta, musialbym spac w syfie. Już po polnocy byłem w stanie zaczac pranie swoich ciuchow w wannie przy uzyciu zelu pod prysznic i wyrzucanie szkla z walizki. Kryzys zazegnany.
24.07.2008
10:47
Wtorek
Poniedziałek kolorowy nie był, chociaz zakonczyl się calkiem milym przenocowaniem dwoch duszyczek. We wtorek rano wychodzilem z domu do pracy z B, ciagnalem dzielnie walizke, kiedy na balkonie pojawil się Arek pytajac czy nie biore telefonu. Ponieważ jestem przesadny, wiedzialem ze cos pojdzie nie po mojej mysli, mimo ze nie wrocilem po ten telefon, tylko Arek zniosl mi go na dol. W pracy nie ogarnialem maili. Zamowilem sobie taksowke na 16:00. Na szczescie nie było korkow i dotarlem na Okecie szybko. Zjadlem sobie obiad w restauracji Sami Swoi. Nie był to najlepszy na swiecie wybor, ale coz jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Przynajmniej smazony cammembert był smaczny.
Samolot do Amsterdamu był prawie pusty, wiec lecialo się przyjemnie. W Amsterdamie tez miałem duzo czasu. Gorzej zrobilo się dopiero w samolocie do Glasgow. Siedzialem kolo podpitego kolesia, który się rozpychal, samolot byle pelen, wiec nie miałem gdzie się przesiasc, a koles szpanowal ogladajac filmik na swoim malutkim, designerskim, przenosnym gowienku. Nie mam problemu z takimi urzadzeniami, nie zazdroszcze, nie mam potrzeby mieć czegos takiego, ale wkurzal mnie. Podsuwal mi to prawie pod nos jak nie patrzylem w jego strone. Przykry jakis. No niewazne.
Wyladowalem i zlapalem taksowke do hotelu. Tym razem miałem spac w innym miejscu za namowa kolegi z pracy, który zasugerowal, zebym sprobowal czegos nowego. Zawsze przeciez spimy w tym samym miejscu. No i zostal zabookowany hotel Quality Central Glasgow. Ja w pitu! Z jakoscia to to nie ma nic wspolnego, przynajmniej teraz. Zdecydowanie lata swietnosci ma za soba. Budynek jest cudny, co prawda pod hotelem jest dworzec, ale architekt zrobil to z rozmachem. Na wejsciu powiedziano mi, ze w centrum pekla rura z gazem i w hotelu nie ma cieplej wody. Szkoda bardzo, bo jedna z butelek polskiego piwa, które wiozlem dla szkockiego kolegi rozsypala w się w drobny mak i zalala wszystkie moje rzeczy!!!! Tak wiec zalezalo mi bardziej na cieplej wodzie niż na znizce, która pani w recepcji mi proponowala.
20.07.2008
22:16
Niedziela wieczor
Nie wiadomo skad, nie wiadomo czemu opetal mnie gniew. Zezloscilem sie i zrobilo mi sie jeszcze gorzej w srodku niz bylo przez caly weekend. Wyzywalem sie na niewinnych, bliskich mi osobach. Musze sie polozyc, jutro bedzie lepiej...
20.07.2008
18:53
Niedziela
Sniadanie zjedlismy ogladajac Zle wychowanie. Potem byl drugi odcinek zupy cebulowej, ktora zjedlismy wspolnie z Dorota. Ogarnalem do konca szafke, na ktorej juz od dawna mialem zrobic porzadki. Przez to moje latanie realik zostal troszke zapuszczony. Rzucalem na niego wszystko co popadlo. Trzeba bylo dokonac malego rachunku sumienia
Mialem ochote wybrac sie na msze na Freta, ale oczywiscie sie nie zlozylo
20.07.2008
18:27
Sobota
|
Jak sie mozna domyslic Sobota zaczela sie od drugiej czesci Drugiej Szansy. A potem udalo mi sie namowic Arka na wywiezienie odpadow do Eko Domku do Ikei w Markach. Wrocilismy i musialem od razu jechac do Centrum, gdzie bylem umowiony na wizyte z Pania Doktor, do ktorej mialem zajrzec, zeby pokazac gardlo. Wizyta potrwala 2 minuty, myslalem, ze zdaze jeszcze na pociag na Powislu. Tym sposobem wrocilbym do mieszkania w 15 minut. Ale nie, oczywiscie przez remont, nie moglem wejsc na odpowiedni peron. Zabraklo mi doslownie minuty, bo heroicznie biegnac po drugim peronie uslyszalem tylko jak pociag zamyka drzwi i odjezdza. Myslalem, ze zlapie go jeszcze na Wschodniej, ale sie nie udalo, wiec postanowilem wsiasc w autobusy, ktore pod Wschodnim stoja. Odjechaly mi obydwa na raz!!!! I co z tego, ze caly czas bieglem. Nawet do tych pieprzonych autobusow bieglem. Nalezy nadmienic, ze caly czas padal deszcz. Kiedy juz doczlapalem sie do przystanku tramwajowego na Grochowskiej bylem caly przemoczony i wsciekly.
Dojechalem do mieszkania, akurat Arek wychodzil do pracy, a Dorota z Mama wyszly juz na zakupy. Wszedlem na chwile na gore, zdjalem mokre ciuchy i wyciagnalem rower, zaprowadzilem go do wulkanizacji i poprosilem o napompowanie kol. JEszcze tego lata bede na nim jezdzil, na pewno! Wrocilem do mieszkania i ugotowalem zupe cebulowa. Nawet tym razem bardzo przy tym nie plakalem. Zupa byla juz gotowa, w mieszkaniu pusto i jakos mi sie tak smutno zrobilo. Smutno i Samotno. Mama z Przemkiem, Britney w Lipsku, Grace na Mazurach, Arek w pracy, Gosia nie odpowiada na smsy, Magda w Lublinie.
Zadzwonilem do Ani i wyciagnalem ja na Starowke. Zaaplikowala mi lody (takie z budki) i poczulem sie lepiej, potem do Arkadii (wydawanie pieniedzy poprawia mi humor) i juz bylo calkiem niezle. Poza tym na poczcie w Arkadii znalazlem breloczek ze swoja grupa krwi. Byl ostatni i akurat z moja grupa. Magic
Wrocilem do mieszkania, zrobilem Arkowi salatke owocowa, ktora i tak nie zaspokoila jego wieczornego glodu heheh Przywiozl Nagich i zasnal przed koncowka, a ja obejrzalem go do konca. Juz dawno chcialem obejrzec ten film. Nadrabiam zaleglosci, idzie mi calkiem niezle. W prezencie imieninowym dostalem Zle wychowanie, ktore bardzo lubie.


















