30.06.2008
23:33
Poniedziałek
|
I dolecielismy. Dzis bez wiekszych atrakcji, bez przygod. Jakos tak wyjatkowo miekko i milo jechalo mi sie dzis taksowka na lotnisko. Pan kierowca nie byl zbyt nachalny. Spokojnie prowadzil, bardzo plynnie. Podwiozl mnie pod terminal, wystawil taksoweczke i spokojnie poszedlem spotkac sie z towarzyszami podrozy. Jak mowi Magda Memo to myself: Nie chodzic do Nescafe na lotnisku, bo kawe maja tam obrzydliwa. Sprobowalem dzis drugiego rodzaju (tym razem jakies promocyjne gowno) i nie smakowala mi. Chyba zaczen zabierac ze soba termos ![]()
W Amsterdamie mielismy troche czasu na pochodzenie po lotnisku. Naszla mnie nagla ochota na Cole Light, a Sylwie na cheeseburgera, wiec skoczylem do McDonald's, kupilem zestaw dzieciecy ja mialem Cole i frytki, Sylwia swoja kanapke, w nagrode dostalem jogurcik, a zabawke oddalem malemu chlopcu, ktory sie tego zupelnie nie spodziewal ![]()
W biurze powitano nas cieplo. Potwierdzilo sie, ze o mnie pytano. Biedna Helen musiala sie nauczyc mojego grafiku
Ale oto jestem i bede z nimi przez tydzien. Mam duzo do zrobienia i malo czasu. Ale jestem w dobrym humorze, wiec nie powinno byc zle. Niech tylko zdrowie dopisuje mnie i bliskim.
29.06.2008
23:12
Niedziela
Zabiegana niedziela. Z przewodnim motywem "Fever" w wykonaniu Beyonce. W powietrzu wisiala niespodzianka dla B, niestety miala sie objawic dopiero wieczorem, a do tego czasu musialem zalatwic pare rzeczy przed wylotem. Miedzy innymi wpadlem na chwile do biura, bylem w Zlotych Tarasach, zostawilem prezent Magdzie, posiedzialem chwile z Itka i potem kolejne zakupy w Realu, uzupelnienie zapasow raczej.
A potem lenistwo, lenistwo, lenistwo. A i tak jestem zmeczony. Cholerka. Nie odpoczalem
28.06.2008
23:13
Sobota
Odprowadzilem dziewczyny do metra i poszedlem sobie na nocny pare przystankow dalej, zeby nie stac i nie czekac przez 20 minut. To byl fajny dzien. Dzis obudzilem sie kolo 9:00, ale tak naprawde wstalem dopiero kolo 11:00. Drobne zakupy w Realu - ale mielismy ubaw z Martissa. Co chwile wybuchalismy smiechem. Troche plotek, troche glupotek no i koniecznie sklep Tchibo, ktorego Martissa jest wielka fanka. Potem staralem sie ogarnac troche pokoj, bo niektore rzeczy czekaja na ogarniecie od 2 miesiecy.
Nie ogarnalem wszystkiego, ale zamowilem pizze (w naszej kuchni stoi juz chyba z 7 pudelek, a ja sie dziwie, ze tyje...) i zasiadlem do ogladania American Psycho. Nie bedzie recenzji, bo nie jestem w nastroju na recenzje
28.06.2008
22:04
Piątek
|
Piatek byl pelen emocji. Emocje roznily sie natezeniem i rodzajem, ale glownie byly pozytywne, co pozwolilo mi zasnac z usmiechem na twarzy jakos tak kolo 2:00. W pracy bylo calkiem fajnie, dlatego ze znaczna wiekszosc pracownikow wrocila juz z zagranicznych wojazy i mamy teraz chwilowy okres stabilizacji przed kolejnymi falami wylotow. Dlugo sie wszyscy ze wszystkimi witali i nawet dostalem prezent w postaci lizaka w ksztalcie serduszka, zatknietego na dlugim niebieskim patyczku.
Poniewaz system mial problem ze szkockimi kontraktami, to zajalem sie angielskim. Dosc trudno bylo mi sie skupic na tych kontraktach, poniewaz cale biuro zylo wyjsciem na golfa i wczesniejszym opuszczeniem stanowisk pracy. Wstalem jako ostatni, wszyscy juz zeszli do taksowek, a ja wylaczalem laptopa i pakowalem sie przed kolejnym wylotem do Glasgow. Jak na razie ostatnim. Nasz dzial nie pojechal taksowka. Nas na golfa zabrala nasza Managerka swoim golfem
Sluchalismy Radia Kolor i nucilismy Kayah
Dojechalismy i usiedlismy do drobnego poczestunku. Polalo sie piwo i wszyscy sie weselili. Po jakiejs godzince siedzenia i gadania zostalismy podzieleni na 3 grupy i kazda grupa ruszyla na inna czesc pola. Przed kazda grupa stanelo inne zadanie i inne kije
My zaczelismy od mini golfa. Niestety przegralem 2 punktami z kolezanka z teamu. Potem poszlismy turlac kulki po krotkiej trawie
to bylo chyba najmniej fajne. A na koniec strzelalismy na odleglosc. Stad zdjecie powyzej. Potem mielismy drobne zawody w roznych konkurencjach i nawet w jednej konkurencji zajalem drugie miejsce. Dostalem dyplom.
Podczas ostatniego konkursu zaczelo sie chmurzyc. Kiedy spadly pierwsze krople deszczu postanowilismy sie nie przejmowac za bardzo, ale chwile pozniej rozpetala sie potezna burza. Schronilismy sie do takiego namiotu bankietowego o stalowej konstrukcji, a na dworze wiatr zacinal z ukosa i lataly ogrodowe parasole. Tak wialo, ze poly namiotu lopotaly na wietrze, a plandeka walila o te prety jak szalona. No dzialo sie tak sobie. Smiesznie, bo 2/3 ludzi sobie siedziala i jadla, a1/3 biegala i pomagala obsludze, a to zawiazac namiot, zeby nas nie wydmuchalo ze srodka, a to zbierac szklo, ktore tluklo sie z predkoscia swiatla. Obsluga byla cala przemoczona, ale zawiazali drzwiczki i wiatr juz nie wpadal do srodka. Burza potrwala z 15 - 20 minut. Zestrachala co poniektorych. Zdecydowalismy, ze zamawiamy taksowki i wracamy. Z tym tez nie bylo tak latwo. Taksowki mialy przyjechac po 30 minutach, a przyjechaly po godzinie.
Zostalem podiwieziony do siebie, przebralem sie szybciutko i wybieglem na autobus do Centrum. Jechalem posluchac jak spiewa moja pani profesor
Oczywiscie wygladala jak zwykle olsniewajaco i mistrzowsko panowala nad swoim glosem. Miala swietnego akompaniatora. Akompaniator jest wykladowca w szkole, do ktorej chodzila Magda, a do ktorej ja nie bede chodzil. A przyszedl z Joanna Trzepiecinska, z ktora mial koncert przed wystepem Magdy. Wszyscy sie wysciskali, zrobilo sie milo i mozna bylo zaczynac. Ogolnie caly wystep byl super. Magdy sluchalismy razem z Itka i B, ktora dolaczyla do nas na sam koniec. Pod koniec, kiedy to Magda zaproponowala, zebym sam zaspiewal. Zasiadlem na jej miejscu, ale nie dorownalem mistrzowi. Dobrze, ze ci biedni ludzie zostali zmuszeni tylko do jednej piosenki w moim wykonaniu
26.06.2008
20:47
Czwartek
Mam w biurze tyle pracy, ze nawet nie udaje mi sie ostatnio wchodzic na gazete.pl nie nadazam czytac maili, ktore do mnie przychodza i przerwy robie sobie dlatego, ze bola mnie oczy od ciaglego patrzenia sie w ekran komputera. Jutro jedziemy na golfa. To bedzie ogolnofirmowy wyjazd. Nigdy nie gralem w golfa, dobrze ze jutro jest casual Friday i nie musze sie wbijac w niewygodne buty
Nastroj nadal taki sobie. Wolalbym jednak, zeby to byla taka choroba wewnetrzna, niz zarazliwa bakteria. Nie chcialbym nikogo zarazic. Anyway, do biura powoli zjezdzaja sie ludzie, zaczyna sie robic gwarno. Zbieram mysli. Do kupy...
25.06.2008
21:10
Środa
|
Muzyka, muzyka, muzyka... ostatnich pare dni bylo takich nierealnych, takich pieknych. Nawet poniedzialek mialem wolny od pracy. Wiele sie dzialo przez ten ostatni tydzien, ale nie jestem w stanie teraz tego wszystkiego opisac. Smieszne, ze kiedy dla jednego runie swiat, ktos inny tego w ogole nie zauwaza. Zycie toczy sie dalej.
Wybronilem sie dzis w pracy przez dodatkowym zajeciem. Taki moj maly osobisty sukcesik na polu zawodowym. Musze zaczac liczyc takie male sukcesiki, zeby przycmily wielka porazke. Mimo sukcesiku i tak mialem co robic i siedzialem w pracy dlugo i bylo intensywnie, jak mowi Gosia, bylo dynamicznie.
A po pracy odprezajace spotkanie z B. I znow nierealnie i znow pieknie. Warszawski Glam, Sex and the city, mody, trendy, ciemne okulary, rowne trotuary. Everybody wants to be us
B tak pieknie dzis jasniala, dobrze ze wrocila, bo jej gwiazdeczka sie ostatnio tak slabo swiecila, teraz moja sie ledwo tli
Ale komu w droge, temu wiatr w zagle, byle nie zdmuchnac plomienia.
18.06.2008
21:46
Środa
|
Wczesna pobudka, nuzaca praca ze wzruszajacymi i pelnymi milosci przerywnikami, a potem cwiczenia, cwiczenia, cwiczenia i frustracja.
Tak po krotce wygladal moj dzien. Rozmawialem dzis w biurowej kuchni z kolezanka, ze dostaje od zycia mase rzeczy i mozliwosci, ktorych wiele osob z pewnoscia mi zazdrosci. A ja czuje, ze zboczylem z drogi, ktora da mi pelnie szczescia. Moze sie myle, ale nie bede tego wiedzial, dopoki nie sprobuje na ta wlasciwa droge wrocic. Probuje.
17.06.2008
21:23
Wtorek
|
Katowice odjechaly w sina dal. Jakby nie bylo, to ostatnia szansa, ktora udalo mi sie zmarnowac. Wiele rzeczy mi sie w zyciu uklada, ale nie ma to jak porzadnie zmarnowac sobie szanse
Jakis nietrafiony wybor, szczypta lenistwa, na okrase nieprzychylny splot zdarzen i ot zmarnowana szansa jak malowana.
Troche sobie wyrzucam, w koncu idealny nie jestem, a i tak ciezko ruszyc dupe, zeby sie zorganizowac. Jakies 2 miesiace temu przestalem panowac nad swoim zyciem. Po prostu sie dzialo. Trzeba chyba sie za siebie wziac.
Madziu, przepraszam, ale taki jestem niezorganizowany, ze nie jestem w stanie umiescic wszystkiego na blogu. Ciagle brakuje mi czasu. Na szczescie dostarczylem Ci update'u w Krolikarnii. Jestes na biezaco
Zeby tylko mnie to ciagle zmeczenie opuscilo. Podroze sa fajne, ale zmiany klimatu mnie wykoncza. Przez dwa tygodnie w Warszawie lecze sie na gardlo. No bosko, na poczatku lata.
Bedzie dobrze, musi byc dobrze, tylko niech sie ogarne...
16.06.2008
22:14
Poniedziałek
08.06.2008
23:41
Niedziela
Chodzi za mna ta piosenka. Mialem udany weekend w domu. Przylecialem w piatek i poszedlem z B na obiadek. To bylo bardzo udane posuniecie, poniewaz swietnie sie bawilismy i napelnilismy brzuszki. A potem blogie lenistwo. Cala sobote przebimbalem. Pomagala mi piekna sloneczna pogoda. A ponadto ODZYSKALEM SWOJ TELEFON
W niedziele troche sie ogarnalem. Sprzatnalem w mieszkaniu, pojechalem do lekarza, odwiedzilem Grazynke i spakowalem sie na wyjazd. Ale i tak bylo dosc lajtowo. Wiecorem przyjechala Mama i poszedlem na drugie tego weekendu zakupy
Nie ogladalem meczu




















