09.05.2008
23:40
Piątek
|
Oto moje miejsce pracy. Zdjecie zrobilem podczas jednego z dlugotrwalych procesow wylogowywania sie komputera z sieci. Poniewaz moj komp jest podlaczony do centrali w Wawie, ktora zwykle i tak jest przeciazona, to potrafi mi sie wylogowywac nawet 20 minut. Masakra, co? No ale anyway.
Sylwia dzis poleciala do Londynu, a mnie zostawila samego w mieszkaniu. W poniedzialek poznym wieczorem pojawi sie tu moja managerka. Pokazalem dzis Pani, ktora robi wszystkim kawe i herbate moje zdjecia, zeby zobaczyla jak wyglada Warszawa, czy Krakow, a ona co chwile sie dopytywala, ktora z dziewczyn jest ta wyjatkowa... A moglo byc tak milo
Po powrocie z pracy pogadalem sobie na Skypie z Mama, Britney i Arkiem. Zmeczony jestem z deka.
08.05.2008
23:43
Czwartek
|
Oto jak ladnie zostal potraktowany moj mis - Tom przez pania sprzatajaca nasze mieszkanie. Usadzila go na srodku po krolewsku i sie chlopak o miecutkie poduszki opiera swoimi materialowymi pleckami
Arek sie ucieszy, ze Tom ma tu tak dobrze
W biurze spedzilem wiecej czasu na oddawaniu komputera w rece ludzi z IT niz na wlasciwej pracy. Poniewaz uzywam firmowego laptopa wszelkie zmiany musza byc wykonywane przez zespol IT, ja nic nie moge zainstalowac ani zmieniac, co mnie denerwuje, bo z wieloma rzeczami poradzilbym sobie bez problemu. Tak wiec przed przerwa na lunch zadzwonilem na IT helpline (ktory zostal umieszczony w Indiach) i poprosilem Pana o sprawdzenie paru szczegolow i dodanie paru programow.
Smiesznie sie poczulem, kiedy ten przemily koles przejawszy kontrole nad moim komputerem poruszal sie po nim dosc niezgrabnie. Tak wiec odebralem mu kursor (hihi) i zaproponowalem jak ma rozwiazac jakis tam problem. Moje rozwiazanie poskutkowalo. Porozumiewalismy sie piszac do siebie w notatniku jak na czacie, to tez bylo zabawne. Ale poniewaz okazalo sie, ze do biura w Glasgow przyjchal akurat informatyk z Polski, to poszedlem sie z nim przywitac. A skoro juz jest informatykiem i dla mojego komputera ma status admina, to poprosilem go o pomoc. Pomogl. Musze przyznac, ze zrobil to inaczej niz chcialem, ale dal chlopak rade
A najwazniejsze, ze dzis jest shopping Thursday i wszystkie sklepy sa otwarte dluzej. Juz od tygodnia nastawialem sie na ten dzien. Zapowiedzialem Sywlii, ze idziemy w miasto. Nie miala nic przeciwko. (Madziu tym razem zrobilem zakupy) i kiedy juz kupilem, to zaczalem miec wyrzuty sumienia. Dawno nie uprawialem shoppingu, bo sytuacja finansowa nie byla sprzyjajaca, to i wyrzuty sumienia sie zrodzily jak za duzo wydalem na raz. Na szczescie Sylwia przyszla mi z pomoca i rozwiala moje watpliwosci. Carpe diem...
07.05.2008
21:53
Środa
|
Tak wyglada swiat przez okno w biurowej bibliotece w Glasgow. Spokojnie, to tylko okno dekoracyjne, tafla obok jest calkowicie przezroczysta. Dzisiejszy budzik nie dal mi rady, moze dlatego ze ustawilem go na telefonie, ktorego dawno nie uzywalem. Za to Sylwia walaca piescia w moje drzwi obudzila mnie jak najbardziej. Ogarnalem sie w pol godziny i znowu prasowalem koszule. Musze sobie kogos do tego zatrudnic
W pracy zabralem sie do pracy hehehe zaraz po sprawdzeniu porannej poczty, w koncu w mieszkaniu nie dzialal internet, tak?
O 9:30 bylem gotowy do zaglebiania sie w kolejnych tajnikach mojego przyszlego zawodu. Kolejny lunch w Burger Kingu (oni to jednak wiedza jak utrzymac klienta, codziennie jest inaczej). Wczoraj spotkalem tam kolesia bez koszulki, a dzis zszokowala mnie czystosc tego miejsca. Nie wiedzialem, ze ten Burger King potrafi byc taki czysty. Cos mi sie wydaje, ze spodziewaja sie kontroli hehehe No w kazdym razie czuc bylo zapach chemikaliow, stoly lsnily, na podlodze nie bylo odpadkow. Fugi miedzy kafelkami biale, no zupelnie jak nie brytyjski lokal gastronomiczny
jeszcze tylko obsluga moglaby miec czyste ubrania, ale nie czepiajmy sie szczegolow.
W drodze do mieszkania wstapilismy do Tesco (tu uklon w strone B) i kupilismy jeszcze wiecej soku ananasowego. Zamiast zrobic sobie obiad, to przygotowalem tylko 4 tosty i tym sie zapchalem. Przed snem wybralismy sie z Sylwia na spacer i jeszcze weszlismy do Primarka na 10 minut przed zamknieciem. Po powrocie do mieszkania udalo sie uruchomic internet. Co prawda sposobem, ale to zawsze cos. W skrocie powiem, ze lacze sie z biurem i dzieki temu moge napisac bloga
07.05.2008
10:34
Wtorek ciąg dalszy
12:30 nie myslac za duzo wyciagam Sylwie na lunch. Ona juz od rana pracuje, a ja czuje, ze moj zoladek potrzebuje juz czegos po tych wszystkich posilkach w samolocie, w szczegolnosci po ostatnich krakersach. Sylwia chce na szybko, wiec ladujemy w Burger Kingu (a obiecalem sobie, ze sie powstrzymam). Do kolejki dolacza mlody chlopak, bez koszulki, tylko w bialych spodenkach. Nie byl jednak na tyle dobrze zbudowany, zeby zasluzyl na zdjecie
13:00 jestesmy z powrotem w biurze i konsumujemy zdobycze fast foodowe. Dzieje sie dlugo dlugo nic, nie robie nic konkretnego, krzatam sie po biurze, witam sie z obecnymi, roznosze podarki, ktore przywiozlem i jak to mowi B "robie dobre wrazenie". Na takim robieniu dobrego wrazenia spedzam czas do 17:00. W sumie to nie moja wina, ze osoby, z ktorymi mialem dzis pracowac byly zajete innymi rzeczami
17:00 nareszcie moge wyjsc. Dzis najchetniej nie przychodzilbym do biura, no chyba tylko po to, zeby spotkac sie z ludzmi. Bywaja takie dni, nieprawdaz? Wracam do mieszkania zahaczajac o wyczesany ciucholand z naprawde fajnymi ciuchami. Przypominam sobie wyrzut perpetki, ze nie powinienem jej uczyc shoppingu, jesli nic nie kupuje, wiec dlugo i namietnie przymierzam, ale nie ma mojego rozmiaru (Madziu, to cud, ze w ogole jakis sklep byl otwarty o tej porze, a ostatnio nic nie kupilem, bo bylem zbyt zdenerwowany i przede wszystkim mialem spotkac sie z B). W koncu laduje w Tesco, bo moja zadza zakupow musi w koncu zostac zaspokojona. Wychodze objuczony jak wielblad i wspinam sie pod gore, bo Glasgow jest bardzo gorzyste.
18:00 przekraczam prog mieszkania. Wlaczam komputer i ku mojemu ogromnego przerazeniu stwierdzam, ze nie dziala internet. Czuje wewnetrzna pustke i jestem powaznie zdewastowany, zmasakrowany i zdegustowany! Jak to?!?!?! Sprawdzam konfiguracje sieci bezprzewodowych.
19:05 z biura wraca Sylwia, jej laptop tez sie nie laczy z internetem. Okazuje sie, ze to wina providera, wiec zaprzestaje grzebania w konfiguracji, ale wcale mnie to nie cieszy. Jednak odkrywam, ze mimo wszystko dziala Skype. Nie moge tylko obejrzec zadnej strony. Zaczynam konwersacje na Skypie.
22:15 wychodze na spotkanie z opiekunem projektu. Idziemy z Sylwia na kolacje. Wbijamy sie do wloskiej knajpki na uboczu Buchanan Street. Oni jedza makaron ja pokutuje za Burger kinga. Nie jem nic, sacze sok ananasowy. Jest zabawnie.
23:46 wracamy do mieszkania. wlaczam komputer, internet nadal nie dziala oprocz Skype'a. Myje sie, wskakuje do lozka. Zaczynam pisac notke na bloga.
00:46 wylaczam komputer.
06.05.2008
23:13
Wtorek
|
4:45 (polskiego czasu) dzwoni moj budzik. Wszystko juz przygotowalem 4 godziny wczesniej, wiec pozostaje mi tylko ogarnac sie, ubrac i wyjsc z mieszkania.
5:15 wsiadam do taksowki. Ulice sa raczej pustawe, ale i tak jestem zaskoczony, ze tyle osob juz wstalo. Trasa na lotnisko uplywa mi na sluchaniu Radia Zet. Za szybami dosc szarawo, nic nie zapowiada ladnego dnia, no moze oprocz temeratury.
5:45 dojezdzamy na Okecie. Kierowca nie ma gdzie zaparkowac. Przed hala odlotow stoi pelno taksowek, ruch jak na Marszalkowskiej
Wysiadam i ide sie odprawic. W kolejce stoje za kolesiem, z ktorym lecialem do Warszawy w piatek. Poznaje mnie, ale chyba sie peszy.
6:15 juz mam karty pokladowe. Nie narzucam sie temu kolesiowi, nawet staram sie go zgubic. Ide kupic Men's Health i wpadam do Nescafe. Mam szczescie trafic na nowa pracownice. Mowie jej jak powinna wygladac mrozona kawa z lodami. Maja tylko lody truskawkowe. Instruuje ja co ma robic krok po kroku. Kawa na pewno bedzie ohydna, ale musze cos wypic.
6:35 ostatni pasazerowie wchodza na poklad samolotu, ktory ma odleciec za 10 minut, a ja nadal czekam na swoja kawe. Podejmuje bohaterska decyzje odejscia i zostawienia zaplaconej kawy, byle tylko zdazyc na samolot. Jednak dziele sie ta mysla z dziewczyna z obslugi. Ona na to energicznym ruchem reki wylacza blender i nalewa kawe do kubka. Kawa jest ohydna. Zlopie w pospiechu to zmrozone cos, ale wyrzucam do kosza resztke, mam troche wyrzutow sumienia, ale nie wlalbym w siebie calego tego ohydztwa. Koles czekal na mnie przed bramka, ale teraz to ja udaje speszonego
7:05 odlatujemy z 20 minutowym opoznieniem. Kontrolerzy lotu nie znalezli dla nas wczesniej miejsca na niebie, mimo ze samolot zostal zapakowany na czas i byl gotowy do startu. Pare siedzen przede mna siedza Tomasz Lis i Piotr Gasowski. Ciekawe po co leca do Amsterdamu. Bardziej jednak zajmuje mnie to, ze jeden z moich wspolpasazerow jest nalogowym palaczem i jego oddech przypomina popielniczke zalana woda (niestety caly czas ziewa), a drugi jest na kacu, ma przekrwione oczy i chyba sie nie przebral po imprezie. Cudna kompozycja zapachowa. W ktora strone sie nie obroce, miodzio...
10:10 odlatuje z Amsterdamu z 10 minutowym opoznieniem. Tym razem zawinil overbooking. Zmieniali nam samolot, zeby wszyscy pasazerowie sie zmiescili. Gdyby fotele byly bardziej wygodne kimnalbym bez kitu. Za oknem piekne slonce.
10:45 (czasu brytyjskiego) ladujemy w Glasgow, stewardessa (z uroczym katarem) myli sie podajac godzine. Caly samolot wie, ze kobieta sie pomylila, ona nie jest tego swiadoma. Wszyscy jej pewnie wybaczaja przez ten katar (no chyba ze te sugestywne siorbniecia w mikrofon okraszone salwami smiechu kolezanek dresiar z obslugi to byla gra aktorska)
11:15 w punkcie reklamacji bagazu siedziala ta sama pani, ktora mnie poinformowala tydzien temu, ze moj bagaz nocuje w Amsterdamie. Korzystam z okazji i prosze ja o potwierdzenie zlozenia reklamacji. Teraz bede mial kolejny papierek do zwrotu moich 100 Euro rekompensaty
Lapie taksowke bez problemu, jade do mieszkania.
11:30 rozbieram sie, rzucam sie na lozko, wyjmuje laptopa i sprawdzam czy dziala internet. Informuje najblizszych o tym, ze bezpiecznie dolecialem i jeszcze chwile spedzam w chlodnym i przyjemnym pomieszczeniu. Wlaczam telewizor i spiewam sobie razem z gwiazdami MTV
prasujac koszule do pracy. Wskakuje w sztywniejsze ciuszki i ide do biura co zajmuje mi cale 2 minuty
05.05.2008
20:57
Poniedziałek
|
Mama w koncu przyjechala po polnocy. Zapomniala mnie powiadomic, ze spoznila sie na pociag z Krakowa do Warszawy. No nic. Poszlismy spac kolo 2:00. A dzis pracowalem w biurze w Warszawie. Zalatwialem wiele spraw administracyjnych. Papierkologia, rozliczenia, takie tam.
Po pracy spotkalem sie z Magda, stad zdjecie. Chyba nie bylem zbytnio w nastroju na te zajecia, zreszta Magda chyba tez. Ale ja musialem wygladac gorzej, bo napisala do mnie po tym wszystkim smsa. Jutro wylatuje z samego ranca.
04.05.2008
21:57
Niedziela
|
Skoro juz bylo w Lodzkich klimatach i wspomnialem Manufakture, to pociagne watek
zdjecie z zeszlego tygodnia.
Dzis zaczelo sie kolo 10:00. Arek jechal do pracy, wiec wsiadlem w ten sam co on autobus i pojechalem do Grace. Opowiedzielismy sobie zeszly tydzien i wsiedlismy do metra. Ja jechalem na poczte glowna, a ona do przyjaciolki.
Ze Swietokrzyskiej pojechalem do Reala i tu zaczely sie schody, bo od 15:00 czekalem na moja Mame, ktora miala wracac z Krakowa. Tyle, ze wspanialomyslnie wylaczyla telefon i raczyla mnie tylko lakonicznymi informacjami. W jednym z smsow padla 18:12. Wiec pognalem czym predzej na Centralny, wprowadzajac rowniez zamieszanie w plany Britney, z ktora mialem sie spotkac o 19:00. Na rozkladzie sprawdzilem, ze Mama przyjedzie przed 22:00, wiec spokojnie usiadlem z B w kawiarni. Chwile pochodzilismy po sklepach, ale nic nie udalo nam sie kupic. W koncu przed chwila sie dowiedzialem, ze Mama dojedzie przed polnoca. Ech
A teraz kacik chorobowy. Moj kark miewa sie juz calkiem dobrze, ale dalej biore lekarstaw przepisane przez pana doktora i sie smaruje. Niestety sam. Tak Madziu, masz racje, brakuje w mojej nowej firmie rak, ktory by mnie tak masowaly. Chociaz moze akurat sa takie jedne rece, a ja nie bardzo chce, zeby sobie za duzo myslaly
Wczoraj spostrzeglem, ze Zdzisio mi zachorowal. Dzis bylem w sklepie zoologicznym i lekarstwo juz zaaplikowane. Sa szanse, ze sie wykaraska
03.05.2008
22:43
Sobota
|
Oto zdjecie przywolujace bardziej poprzedni tydzien. Chociaz w tym tygodniu tez bylem na Mokotowie, tyle ze tym razem u lekarza. Ale od poczatku
Wczorajsza podroz nie obyla sie bez przygod, chociaz to drobne przygody raczej
Samolot z Glasgow do Amsterdamu troszke sie opoznil, mimo to myslelismy, ze spokojnie uda sie zdazyc na lot do Warszawy, a tu nagle pani przez megafon mowi, ze opozniamy lot. Alez to byl bieg przez plotki hehehe Schiphol wcale taki maly nie jest. Wbieglismy do samolotu, kiedy juz wszyscy siedzieli. Na szczescie okazalo sie, ze czekamy jeszcze na dwoch panow. Szczescie w nieszczesciu, bo panowie nie dobiegli i zaczeto wyadowywac ich bagaz. Trwalo to jedynie pol godziny.
Jak milo bylo wyladowac w Warszawie. Co prawda dwie walizki odebralismy z jednej tasmy, a po kolejne dwie trzeba bylo sie zglaszac na inna tasme, ale przynajmniej wszystkie dolecialy. Obiecalem sobie, ze dzis nie bede wychodzil. A tu w TVN24 mowia, ze sejm mozna dzisiaj zwiedzac. Arek nie widzial sejmu, wiec nie myslac wiele ubralismy sie i wyruszylismy na Wiejska. Cos mi jednak nie gralo, po przebudzeniu strzyknelo mi cos w karku i bylem minimalnie sparalizowany
Poniewaz pod sejmem kolejka przekroczyla nasze oczekiwania, to nawet sie w niej nie ustawilismy, tylko pojechalismy naprawic mi szyje.
Na Domaniewskiej trafilem na przemilego pana doktora. Alesmy podowcipkowali hihi na poziomie ma sie rozumiec. Przepisal mi 3 paczki tabletek i masc i sie lecze. Pod wieczor Arek namowil mnie na 3:10 do Yumy i tak minal moj dzien.
02.05.2008
17:10
Piątek
|
Udalo mi sie wczoraj zalatwic pare rzeczy, ktorych nie moglem zalatwic w godzinach pracy. Miedzy innymi wstapilem do banku, zeby zamknac konto, ktorego od bardzo dawna nie uzywalem. Postanowilem je zamknac mimo sentymentu, ktory do niego zywilem. To bylo moge pierwsze konto w UK, chlip chlip. Cala operacja trwala nie wiecej niz 10 minut. Zakonczyla sie brutalnym pociachaniem karty w specjalnej maszynie.
Dzis dzien wylotu. Nie moglem sie od rana doczekac, kiedy wyruszymy na lotnisko. W biurze wszyscy starali sie pozamykac rozpoczete w tygodniu sprawy. Ja tez
Nawet opiekun projektu rozumial, ze sie spieszymy. Dzwonil z Paryza, bo siedzi tam na weekend i przygotowuje swoj slub.
Juz jestesmy po odprawie. Czekamy na wejscie na poklad. Super, coraz blizej domku
Mama wybrala sie na wycieczke do Budapesztu na dlugi majowy weekend i wylaczyla telefon. Chyba, zebym sie nie denerwowal
01.05.2008
15:56
Czwartek
|
Nie moge uwierzyc, ze to juz maj. Za szybko sie to wszystko dzieje. No niewazne.
Wczoraj wieczorem mielismy przemila kolacje, na ktorej poczestowalismy opiekuna projektu i szefowa na Szkocje tradycyjnym polskim zurkiem. Przydala sie kielbasa, ktora wiozlem w torbie (no i ta butelka zurku). Goscie chwalili posilek. Ale na wszelki wypadek na deser przewidzielismy miedzynarodowe lody
To byl bardzo przyjemny wieczor. Wszyscy sie ubawili. Opowiadalismy sobie smieszne historie i nie wspominalismy o pracy. Mamy juz zaproszenie na szkocki poczestunek. Dostane wegetarianskie huggies, chociaz gospodyni nie jest do nich przekonana.
Wstalem dzis wczesniej, zeby wyskoczyc na poczte i do banku. Obie instytucje pracuja od 9:00 do 17:00 czyli wtedy kiedy musze byc w biurze. A w czasie lunchu szpilki sie nie da wcisnac w te kolejki. Dlatego dzis sie tam meznie wybiore i zalatwie wszystko co mialem zalatwic, mam nadzieje...
Jutro wracam na weekend do Polski. Juz sie nie moge doczekac. Mama jest co prawda w Krakowie, a stamtad wybiera sie do Budapesztu, B zostala porwana przez rodzicow na dzialke, a Arek odwiedza rodzinke, ale i tak milo bedzie pomieszkac w Warszawie. Zdjecie powyzej, to widok z hotelu. Na pierwszym planie rzeka Clyde. Tym razem mieszkam na 8 pietrze. No wlasnie, ten tydzien strasznie szybko minal jakos...






















