30.04.2008
16:30
Środa
|
Zasnalem wczoraj od razu po przyjsciu z biura. Polozylem sie przed telewizorem i jakos kolo 18:00 odplynalem. Obudzilem sie raptem o 4:30, ale poniewaz za oknem bylo ciemno, to przytulilem sie do poduszki. Ostatecznie wstalem o 6:00 (w sumie 12h chyba wystarczy jak na odrobienie wszystkich zaleglosci hehehe). Wyszedlem na miasto, zeby doladowac sobie telefon i postanowilem spedzic dzis troche wiecej czasu na sniadaniu.
W pracy nic specjalnego, wszystko idzie w miare sprawnie. Lunch w Pizza Hut, za oknem deszcz. Dzis zapraszamy szefowa i naszego opiekuna na obiad. Dziewczyny robia zurek ze skladnikow, ktore przywiozlem. Ciekawe jak to wyjdzie. Dla odmiany nie boli mnie glowa i jestem wyciszony. Siedze sobie, klepie w klawiaturke. Musze chwile odpoczac.
Powyzej zdjecie BBC Scotland w Glasgow. Jest nad sama rzeka i stad nadaja program poranny, pokazuja pogode. Krotko mowiac wykorzystuja rzeke jak tylko moga
nie dziwie im sie.
29.04.2008
17:08
Wtorek
|
Grzecznie sie wczoraj polozylem wczesnie spac, zeby dzis byc wypoczetym. Wstalem o 6:30, zeby zdazyc zjesc sniadanie. Chyba osiagnalem cele bez wiekszych probelmow
Wyruszlismy do Edynburga pociagiem 7:45. Nie bylo czasu na zwiedzanie. Caly czas siedzielismy w biurze (notka dla B - biuro jest na George Street, czyli tam gdzie Hard Rock Cafe).
Dyrektorzy, ktorych mielismy poznac zmieniali sie co 15 minut. Wchodzili, wychodzili, az mnie rozbolala glowa. Szkocka szefowa zabrala nas na lunch po tym wszystkim, ale nadal bylem glodny i nadal bolala mnie glowa. Zjadlem cos w biurze w Glasgow, sa jakies kanapki, pierdoly, troche sie dopchnalem.
Po tym calym poznawaniu nie mam juz sily pracowac. Do wyjscia z biura zostalo mi jakies 45 minut, wiec nie ma sensu sie za nic zabierac, chyba wroce do hotelu i sie przespie. Smieszne jest to, ze od rana bylo piekne sloneczko, a kiedy wrocilismy z Edynburga zaczelo padac. Burza za oknem...
29.04.2008
00:01
Poniedziałek
|
Przez ostatnie 24h dzialy sie ze mna dziwne rzeczy. Dosc niespodziewne i zaskakujace, tak jak ten samochod, ktory zostal zawieszony na moscie w Glasgow. Zabawne, ze ten most zostal zamkniety od razu po otwarciu. Okazalo sie, ze ktos go zle zaprojektowal. Z czasem dowiaduje sie, ze w Glasgow jest wiecej takich niewypalow architektonicznych. Ale do rzeczy.
Przed samym wylotem dostalem telefon, ktory mnie zasmucil. Wolalbym zostac... Lot do Amsterdamu bez rewelacji. Za to z Amsterdamu do Glasgow lecielismy przez chmury burzowe. Doslownie za oknem grzmialo. Kiedy zobaczylem pierwsza blyskawice, zaschlo mi w gardle i wcisnalem sie w fotel. Oczywiscie samolot wpadl w turbulencje. Steward chodzil po pokladzie, trzymajac sie polek i spiewal "Sun is shining..." Rozsmieszylo mnie to tylko na chwile. Ladowanie tez nie bylo miekkie. Kapitan pieprznal o pas startowy jakby skakal przez kozla na lekcji wfu. Chyba sam sie cieszyl, ze w ogole sie udalo.
Ja tez sie cieszylem. Mina mi zrzedla. Idziemy z Ania odebrac bagaze, no i one sobie wyjezdzaja. Pas sie zapelnia. Walizek jest coraz wiecej, ale tlum sie nie zmniejsza. Nikt po nie nie siega! Okazalo sie, ze lotnisko w Amsterdamie ma opoznienie i przylecialy z nami walizki z porannego lotu. Tym samym moje ciuchy nocowaly w Amsterdamie, a ja w Glasgow.
Wyszlismy z terminalu, a ci wszyscy wkurwieni ludzie stali w kolejce do taksowek. My czekalismy na swoja kolej jedynie ponad pol godziny! Kiedy juz wsiedlismy, dziekowalem brytyjskiemu ministerstwu transportu za nakaz zapinania pasow przez pasazerow na tylnych siedzeniach. Taksowkarz zapieprzal jak szalony. W koncu na lotnisku czekala jeszcze spora kolejka. Latwe, acz wkurwione, pieniadze. Z tym taksowkarzem przynajmniej sie dogadalem. Co z tego, ze czyhal na moje zycie
Wyszlismy z Ania na spacer, chcialem jej pokazac Centrum. A kiedy tak szlismy, za naszymi plecami rozegrala sie bojka, a potem wypadek samochodowy. Wrocilismy szybko do hotelu.
Rano nadal nie bylo walizki. Wrocilem do pokoju ze sniadania, myje zeby, wychodze ze sniadania, a tu wystraszona i speszona pokojowka. Chciala uciekac, ale powstrzymalem ja. Zabralem marynarke i wyszedlem do biura. Tam sie dowiedzialem od kolegow, ze przysluguje mi odszkodowanie za opozniony bagaz. Wykorzystalem to... w Zarze w czasie lunchu. Mam nowe spodnie i koszule. Walizka doleciala kiedy wrocilem z pracy. Walizka kolezanki pare godzin pozniej.
27.04.2008
17:14
Niedziela
|
Co za szalony weekend. Dzis wstalem o 8:00, pojechalem do Reala, kiedy juz rozladowalem zakupy pojechalem szybciutko do Grace. Bylem u niej zdecyowanie za krotko. Potem sprzatelm mieszkanie, pakowalem sie i denerwowalem jednoczesnie! To byl strasznie wyczerpujacy weekend. Wszedzie wyscig z czasem. I w koncu na sama godzine przed wyjsciem z mieszkania myslalem, ze sfiksuje. W ogole dzis w nocy snilo mi sie, ze uciekam przed jakimis ludzmi i schronilem sie na blokowisku. Wpadlem do mieszkania, w ktorym bylo tylko jakies male dziecko. Ja panikowalem, a dziecko spokojnie proponowalo mi herbate. Nie wiem czemu, ale mialem rpzeswiadczenie, ze musze sie z tego mieszkania jak najszybciej wydostac i na szczescie zanim sie obudzilem, udalo mi sie wyskoczyc oknem
Teraz siedze na lotnisku, czekam na samolot i juz chyba jestem troche spokojniejszy. Kupilem sobie najnowszy numer Fashion i moze troche sie rozluznie na pokladzie. Oby nam sie tylko lot nie opoznil
Udanego tygodnia
26.04.2008
20:58
Sobota
|
A ja znowu w podrozy. Wstalem o 8:00. Na szczescie pociagi sie ladnie zgraly i zaden sie nie opoznil. Wpadlem do Mamy na chwilke, a potem dolaczylem do dziewczyn, ktore o 11:30 wyjechaly z Wawy. Wybralismy sie do Lodzi na przedstawienie Itki. Mielismy duzo czasu na zwiedzanie miasta. Na szczescie bez problemu znalezlismy Manufakture. Manufaktura napedza Lodz jak glosi haslo reklamowe. Super miejsce. Mamy pelno zdjec. Wrocimy do Wawy o 23:10. I tym samym minal kolejny dzien. Przedstawienie bylo swietne. Jestem dumny z naszej Gwiazdy!
25.04.2008
11:24
Piątek
|
Siedze sobie na lotnisku i czekam na samolot. Przyjechalem na lotnisko taksowka, ale kosztowalo mnie to wiecej niz myslalem i nie chodzi o pieniadze. Otoz kierowca byl starszy pan. Chyba mial ubaw z tego, ze go nie rozumiem i caly czas cos do mnie gadal. Pochwalil moj angielski, powiedzial, ze myslal, ze jestem z Anglii, wiec tym bardziej mowil po szkocku. To nie byla taka kurtuazyjna gadka, on widzial, ze mnie meczy i nie staral sie byc mily. Owszem powtarzal wszystko dopoty, dopoki nie zrozumialem, ale ani nie zwalnial, ani nie uzywal innych zwrotow, tylko klepal to samo az dotarlo. Wyznal, ze nie lubi Anglikow, ja mu na to, ze jestem Polakiem, a on mi na to, ze to niemozliwe, bo Polacy tak nie mowia, a nawet jesli jestem, to Polakow tez nie lubi. Koszmar. Koszmarne 15 minut.
A pobyt w Polsce juz mam zaplanowany co do minuty
Ciesze sie, ze wracam na weekend. Wcale mi tu zle nie jest, ale troche juz tesknie.
Droga Zielona Magdo
Zyczenia urodzinowe juz zlozylem Ci przez telefon, wiec tylko wspomne o nich tutaj: A lecialo to jakos tak: Wszystkiego najlepszego....
24.04.2008
23:22
Czwartek
|
Oto moj hotel. Opuszczam go jutro z rana i wracam do Wawy na weekend.
Dzis na sniadaniu nikogo niczym nie upapralem, a na lunch zjadlem paste przygotowana przez moja managerke. Pychotka.
Po pracy wybieglem na spotkanie ze znajomymi z Glasgow, oczywiscie do TEGO Starbucksa. Wlasnie kupili sobie dom w Hiszpanii, a zastanawiali sie nad kupnem mieszkania w Warszawie. Ciekawe czemu wybrali Hiszpanie
Nie moga sie tez nadziwic temu, ze Polakom coraz mniej oplaca sie pracowac w UK. Musze przyznac, ze troszke czuc braki polskiego personelu
Znajomi powiedzieli mi, ze w czwartki sklepy sa tu otwarte dluzej. Kiedy tylko wyszedlem z kawiarni sprzedalem newsa wspoltowarzyszom. Chwile pozniej robilismy razem zakupy
Przygotowuje sie zatem do powrotu. Zamowilem taksowke na jutro, spakowalem sie, przygotowalem rzeczy, ktore musze przekazac managerce na sniadaniu. To chyba na jutro wszystko.
Chyba musze sie juz polozyc
23.04.2008
18:28
Środa
|
Oto widok z naszego pokoiku. W rzeczywistosci wyglada lepiej niz na zdjeciu
Dzis mi sie snilo, ze cos mi nie wychodzi, wiec wzialem to za dobra monete hehehe Wyspalem sie i nie zmarzlem, wiec to juz kolejny sukces. Na sniadaniu okazalo sie, ze jeszcze sie nie obudzilem. Krecilem sie wokol bufetu i co chwile wracalem w to samo miejsce, bo mi sie przypominalo, ze czegos nie wzialem, a to sztucce, a to toscik, a to rogalik. A kiedy juz skonczylem jesc upuscilem lyzke umazana jogurtem naturalnym na na marynarke mojego opiekuna (przemily Francuz). Kiedy jogurt zastygl, a zobaczylem to dopiero w biurze, plama wygladala dosc jednoznacznie. Tym bardziej, ze byla na odpowiedniej wysokosci i go przeprosilem za ten maly wypadek przy wszystkich
Nie wiem czemu, ale wszyscy od rana narzekali na pogode. Padalo i to dosc ostro, ale przeciez taki urok tego kraju, prawda? Nadal chodze po miescie z usmiechem na twarzy. Moja Managerka powtarza, ze widac, ze mi sie tu podoba.
A kiedy przyszlo juz do pracy, to pierwszy przyklad ktory robilismy dotyczyl klubu, w ktorym bawilem sie w Aberdeen. Swiat jest bez kitu maly. Nie wiedzialem, ze wlasciciele tego klubu powierzyli opieke nad nieruchomosciami naszej firmie. teraz juz wiem (nasza firma, smiesznie to brzmi hehehe). Smiesznie bylo zajmowac sie dokumentami dotyczacymi tego klubu.
A potem lunch w Pizza Hut (wczoraj wieczorem byl prawdziwy szkocki pub, a potem wloska restauracja), wiec jak na razie na nic nie narzekam hehe Ale po powrocie do biura rozbolala mnie glowa (chyba od pracy
). Duzo tego jest, ale na razie jakos leci.
22.04.2008
17:19
Wtorek
|
Nie spalo mi sie najlepiej. Klimatyzacja dmuchala na mnie cala noc, a przykryc moglem sie tylko niezbyt grubym kocem. Wkrotce sie przyzwyczaje
Na sniadaniu zapoznalem sie z cala polskojezyczna obsluga restauracji. Pod tym wzgledem nic sie nie zmienilo.
W biurze musialem byc dopiero na 10:00, wiec biorac pod uwage zmiane czasu jakies 2h pozniej niz zwykle
Spotkanie trwalo 2h, a reszte dnia snulismy sie po biurze.
Jako prawdziwy fan UK juz zaliczylem Burger Kinga i Starbucks
Those Americans hehe B, wypilem karmelowa kawe na Twoja czesc.
Reszta dnia uplynie mi na jakze meczacym szwedaniu sie po sklepach, plotkowaniu i temu podobnych nieznosnych i jakze nuzacych czynnosciach buahahaha
P.S. Wyglada na to, ze jeszcze bede musial znosic tego Jaguara szefowej, bo zaproponowala, ze zabierze mnie i moja managerke do biura w Edynburgu, zebysmy poznali ludzi stamtad.
Nie nudze sie
Dzis sa urodziny Grazynki. Najslodsza Grazynko, wszystkiego najlepszego!!!!
21.04.2008
16:33
Poniedziałek
|
No to lece... Musze przyznac, ze nowy terminal jest na swiatowym poziomie.
Maly update: Lot do Amsterdamu byl calkiem sympatyczny. Pierwszy raz ladowalem na Schipol i musze powiedziec, ze mi sie podobalo. Ponadto nasza firma w pelni profesjonalnie podeszla do tematu. Nie wyslano wszystkich jednym lotem ze wzgledow bezpieczenstwa. Tak wiec, mimo ze w to samo miejsce nasza 7 osobowa grupka leciala roznymi trasami.
Ale wracajac na Schipol, jedna z kolezanke juz obwiescila w biurze, ze sie ze mna nie rozerwie, bo ja nie pije, wiec raczej nie znajdziemy wspolnego jezyka, jednak odnalezlismy wspolna plaszczyzne porozumienia: shopping
Znalazlem jej tansze perfumy i blyszczyk w takim kolorze jakiego szukala. Hmm, that's just me.
Lot do Glasgow byl jeszcze przyjemniejszy. Siedzialem na koncu samolotu z przyjemna starsza pania, ktora opowiedziala mi historie swojego zycia. Szkotka urodzona w Maroku, fajnie nie? Anyway, po samolocie krecil sie przemily steward, ktory co chwile upewnial sie czy jest mi wtgodnie i myslal, ze chce uciec od tej starszej pani. Zaproponowal mi przesiadke do klasy bizens hehehehe zostalem na swoim miejscu. Skromny chlopak jestem, a poza tym ta pani naprawde byla mila.
Na lotnisko przyjechala po nas szefowa oddzialu w Glasgow. Myslalem, ze dojedziemy do hotelu taksowka, ale stwierdzila, ze 4 zmiesci sie do jej samochodu spokojnie. Nie wiem w sumie czego sie spodziewalem, szukalem moze jakiegos wiekszego BMW czy cos, a ona podchodzi do granatowego Jaguara. To bylo zaskoczenie dla wszystkich, ale grzecznie udawalismy, ze nie wyrwie nas na bryke
A tak na powaznie, to ta pani jest przemila, przeurocza i przeslodka. Wcale nie musiala po nas wyjezdzac.
Podwiozla nas do hotelu i zeszlismy jeszcze do baru na drinka, zaproszeni przez opiekuna projektu. Poprosilem o sok ananasowy, a dostalem ananasowego drinka. Wiec przez grzecznosc moczylem usta w szklance, ale malo ubywalo
Koles myslal, ze mnie przechytrzy hehehe A poza tym zupelnie rpzez przypadek zostalem zakwaterowany w hotelu z samymi managerami i ludzmi z projektu. Dzieki temu dowiedzialem sie troche wiecej
Love it
























