31.05.2008
13:43
Sobota
|
Tym razem dostalem pokoj w hotelu z pieknym widokiem. Co prawda informacja troche spozniona, bo na weekend przenioslem sie do mieszkania, a na dodatek zdjecie w slabej rozdzielczosci, ale pokoj sie udal nawet, chociaz z kibla wali jak w kazdym innym pokoju. Dlatego napawalem sie zapachem nowych mebli przy zamknietych drzwiach do lazienki
Przerzucilem sie z domowych sposobow leczenia na medycyne konwencjonalna, czyli lykam cos w podobie do polskiego Gripexu i musze powiedziec, ze sprawia mi ogromna przyjemnosc oddychanie przez nos
Szkoda, ze nie moge sie kurowac w Warszawie, bo wtedy na pewno lezalbym w lozeczku
a tak to biegam po Londynie. Juz odwiedzilem Muzeum w ktorym pracuje Ewelina, za chwile wybieram sie z kolezanka do centrum.
O pracy nie chce mi sie pisac, bo w piatek bylem totalnie nieprzytomny i siedzialem nad kompem probujac powstrzymac katar. Wygladalo to tak jakbym probowal wlasnymi rekami powstrzymac strumien wody plynacy z kranu. Lalo sie ze mnie niemilosiernie. Ech, nie moze byc za pieknie przeciez
30.05.2008
08:59
Piątek
|
W srode pojechalem sobie na Mudchute obejrzec okolice, w ktorej znajduja sie mieszkania, ktore wynajmuje moja poprzednia firma. Nie mialem za duzo czasu na spacerki, ale z tego co zdazylem zaobserwowac, to okolica jest spokojna i zielona. No i co wazne dla wszystkich pracujacych na Canary Wharf, to tylko 5 minut kolejka od biura
Poza tym zachorowalem i lecze sie domowymi sposobami. Na bolace gardlo pije mleczko z miodem, na ogolne przeziebienie jem sobie na noc czosneczek
Klade sie dosc wczesnie, bo jestem kapke oslabiony. Oczywiscie otoczony samymi kobitkami slysze, ze faceci zle znosza chorobe, wiec w biurze jestem tak dzielny jak tylko moge. Jedyna oznaka mojej choroby moga byc strugi potu splywajace mi po twarzy, a wcale goraco nie jest
Anyway, jestem dzielny
Wczoraj spotkalismy sie z Ewelina, zabrala mnie na koncert mlodych talentow zorganizowany w jednym z londynskich klubow. Przyniosla mi tez lekarstwo, ktore dostala od Mamy, kiedy ostatnim razem byla w Polsce. To podobno pomaga na przeziebienia. Ostrzegala, ze jest dosc silne. Ale nie wiedzialem, ze zaczne sie chwiac na nogach
Najsmieszniejsza jest pierwsza godzina. Tym bardziej wesolo bylo, kiedy lyknalem pierwsza tabletke w tym klubie. Muzyka smakowala zupelnie inaczej. Ale tak naprawde, to chcialem wyjsc i sie polozyc.
W pracy zaczelo sie dziac, nie mam chwili spokoju. Co mi nie ulatwia zdrowienia (ok, jak kazdy facet sie nad soba uzalam, ale gdzie mam to robic jak nie na blogu?
). Otoz biegam do roznych ludzi, musze potem kazde spotkanie udokumentowac. Staram sie jak moge. Odbijamy sobie zeszly tydzien chyba
Stad tez brak notek, z braku czasu...
27.05.2008
06:42
Wtorek
26.05.2008
20:20
Poniedziałek
|
Moj telefon mial wypadek jakas godzine temu. To swietna pora na wypadki, szczegolnie, ze jutro mam samolot o 6:25. Pojechalem z nim do Promenady, bo myslalem, ze maja tam jakis serwis w Electro World, gdzie go kupilem. Tymbardziej, ze telefon jest jeszcze na gwarancji. Okazalo sie, ze nie moga mi pomoc i powinienem byl pojechac bezposrednio do serwisu Nokii. Tak wiec cierpie, bo musze sie udac za granice i przezyc co najmniej 2 tygodnie, a pewnie i dluzej bez mojej prawej reki
Wyciagnalem stary aparat. Jakosc zdjec... tak jak widac.
...a moglo byc tak pieknie. Kupilem dzis Zdzisiowi towarzystwo i troche mu umeblowalem akwarium. Towarzystwem jest malutki glonojad, ktory bedzie czyscil akwarium pod moja nieobecnosc, a mebelki, to 2 roslinki. Glonojad wyglada w tym momencie jak kijanka, ale pan w sklepie powiedzial ze moze urosnac do 14 centymetrow. Proponowal mi wiekszego, takiego co rosnie do 30 cm, ale nie wiem jak by to Zdzisio zniosl
Dbajac o jego kondycje psychiczna kupilem mu mniejszego
Nie chce mi sie znowu pakowac. Tym razem, zeby uzyskac drobna przewage czasowa nad samolotem, postanowilem skorzystac z opcji check-in online. Czyli zamiast stac przy pani na lotnisku i zdawac sie na jej dobry czy zly dzien, wybralem sobie miejsce w samolocie i wydrukowalem karte pokladowa. Teraz juz tylko na lotnisku musze nadac bagaz, ktorego nie chce mi sie pakowac
25.05.2008
22:21
Niedziela
|
Weekendu swira ciag dalszy. Ja nie wiem czemu ja takich ludzi przyciagam. Zaczelo sie spokojnie. Pojechalem do Grace, potem spotkalem sie z Brit na Centralny i pojechalismy do mnie. Po spotkaniu z B pojechalem do Mamy, w koncu jutro Dzien Matki. Na biezaco informowalem Perpetke o postepie w podrozy. Czyli przez pol godziny dostala cala lawine smsow
Jeszcze nie zdazyla mi odpisac. Wrocilem Ci ja na Centralny kolo 20:30 i dosiadla sie do mnie w autobusie pani, ktora mowila do mnie caly czas bez ustanku, mimo ze usmiechnalem sie do niej tylko raz i mialem na uszach sluchawki. A ona mi przez te sluchawki opowiedziala, ze nigdy nie udaje jej sie zdazyc na zaden autobus i to pierwszy, ktory zlapala. Ze na schodach ruchomych byl korek, bo ludzie nie wiedza jak powinni stac. A kiedy zaczelo jej przeszkadzac, ze nie slucham, popukala mnie palcem w ramie i spytala czy bylem w Warszawie w weekend bo ona jest ciekawa jaka byla pogoda. No nie moge. Gadala jak najeta.
Jestem troche zmeczony i moze nie potrafie przedstawic wszystkiego tak jak nalezy, za co przepraszam. Ponadto w ten weekend stalo sie tak duzo rzeczy na raz, ze nie jestem w stanie tego teraz ogarnac na blogu. A teraz odnosnie zdjecia. To takie nawiazanie do bloga Agaty i dzisiejszej rozmowy z B. Na blogu byl pan na poprawe humoru, a w rozmowie wystapil David reklamujacy Motorole. Zdjecie zgrabnie laczy oba watki
24.05.2008
22:56
Sobota
|
Przezylem istny dzien swira, no dobra, to byl weekend swira. W samolocie do Warszawy siedzialo za mna niemowle, ktore przy kazdej zmianie cisnienia wylo. A obok siedzial otluszczony koles, ktory nie mogl sie zmiescic w fotel. Kiedy juz sie wbil okazalo sie, ze siedzi na pasach, wiec musial sie podniesc, a to znowu zajelo mu troche czasu. W koncu sie zapial i... wyciagnal kanapke z majonezem i boczkiem i w ogole feee. Ale to jeszrodkucze nie bylo najgorsze.
Ha! W zeszlej notce mowilem, ze zadna gwiazda mnie nie zegna w Londynie. Za to w Warszawie przywitano mnie iscie po krolewsku. Odjezdzalismy z Panem Lepperem z tej samej zatoczki buahaha Moj taksowkarz zaczal do mnie mowic po angielsku. Ja do niego po polsku on do mnie po angielsku. Ta wymiana zdan w dwoch jezykach trwala dopoki nie zaczalem do niego mowic po angielsku. Biedny nie zrozumial. I zaczal mowic po polsku.
Zabralem B na jedzonko do Pizza Hut na Waszyngtona, bo przez pare dni mieszka w mieszkaniu rodzicow na Saskiej Kepie i nie miala duzo czasu, bo spotykala sie z Ruda. No wiec zjedlismy i wybralem sie na Starowke, zeby obejrzec misie. A kiedy juz napstrykalem fotek, zszedlem sobie na przystanek tramwajowy, gdzie zaczal mniesledzic jakis koles i watpie, zeby chodzilo o moja urode
Zgubilem go w metrze dzieki panom policjantom, ktorzy tam przypadkiem stali.
gulubulu od arka. - tak to napisal Arek, bo produkuje notke juz od paru dluzszych chwil.
W sobote oczywiscie Real
a potem obiecane tydzien temu spotkanie z Ania. Zaproponowalem Promenade. Czekalem na Anie w srodku. Podszedl do mnie koles z obledem w oczach i mowi do mnie tymi slowy:
-Michal?
-Nie... (ale o co temu kolesiowi chodzi?)
-A taka podobna twarz. Kochasz Jezusa? Jestes z bogatej rodziny. Bogaty powinien zrozumiec biednego.
Na co stwierdzilem, ze nie bede sie z nim dalej przechadzal ramie w ramie i powiedzialem:
-Przepraszam, ale jestem umowiony.
-Z kobieta jestes umowiony? Z kobieta! Z kobietami nie, one nie, one Cie puszcza plazem. Z kobietami nie...
Kiedy probowalem sie od niego uwolnc przytulil sie do mnie i zaczal mnie calowac po szyi. Od razu pobieglem sie umyc. Oczywiscie zeschizowalem, balem sie ze mnie zarazi jakims grzybem.
Przyszla Ania, opowedzialem jej cala historie i na to jak spod ziemi pojawia sie ten koles. I mowi:
-Wiedzialem ze jestes umowiony z kobieta. Bogaty powinien zrozumiec biednego (i tak dalej) Na co Ania przyciagnela mnie mocniej do siebie i wziela pod reke. Tym razem koles zadowolil sie tylko usciskiem reki na pozegnanie.
Potem pojechalem na spotkanie z Perpetka i Gosia, gdzie opowiadalem to wszystko i podszedl do nas chlopak, ktory zgubil sie na Nowym Swiecie, mimo ze zabraklo mu na bilet z Bialegostoku do Krakowa i chcial, zeby kupic mu cos do jedzenia... Na oslode dostalem od Perpetki przepyszna plyte z mp3 i paroma filmami
A wieczorem tak jak obiecalem Arkowi, ogladalismy Eurowizje. Kibicowalem Izraelowi i Norwegii. A Rosja wydala mi sie porazka, a tu prosze. Wygrali. Nie ma to jak polityka.
23.05.2008
12:14
Piątek
|
No i Britney miala racje... Z Londynem ciezej mi sie pozegnac, ale i tak sie ciesze, ze wracam
Za chwilke wsiadam na poklad. Mam tak fantastyczny lot, ze ani nie musialem isc do pracy tutaj, ani nie musze isc w Warszawie. To bardzo przyjemna perspektywa. Co prawda tym razem nikt slawny mnie na Gatwick nie zegna. Zapomnialem sie pochwalic, ze przywitala mnie Janet Jackson
Smiesznie.
W mieszkaniu spalo sie rewelacyjnie. Ponadto ta Asda i Tesco na wyciagniecie reki
Wesolo jest w Londku. Wczoraj spotkalismy sie z Ewelina. Zaciagnalem ja do Starbucksa, mimo ze chciala isc do jakiegos pubu. A potem maly shopping z dziewczynami z pracy na Oxford Street.
Weekend jeszcze nie jest zaplanowany. Wiem z kim mam sie spotkac, ale jeszcze nie ustalalem planu godzinowego. Oprocz Eurowizji w sobote wieczorem, ktora to obiecalem obejrzec razem z Arkiem (dzielnie sledzil oba polfinaly).
22.05.2008
15:22
Czwartek
|
Wczoraj wieczorem odwiedzilem dziewczyny w ich mieszkaniu. Jest PRZE-PIEK-NE. Postanowilem, ze skoro Sylwia wraca do Warszawy, to zajme jej pokoj, zamiast gniesc sie w tym hotelu - pomylce. Dlatego tez z samego rana przewiozlem swoje rzeczy i sie wycheck-outowalem.
Wczoraj tez odwiedzilem Asde
Niestety nie maja juz mojej bialej czekolady, ktora sie tak zajadalem w Aberdeen, ale kupilem sobie maslo orzechowe i tym leczylem skolatane nerwy
W biurze lajcik, oczekuja ode mnie wiecej niz wiem. Ale jeszcze tego nie wymagaja. Wszystko sie rozmywa.
Po pracy jedziemy na zakupy, a potem spotykam sie z kolezanka, ktora akurat jest na planie Harry'ego Pottera. Jak tylko skonczy zdjecia, to sie widzimy. Taki jestem zajety
A jutro powrot do Wawy
Poprosilem Perpetke, zeby mi przeslala pare plikow z Alicia Keys, a ona skombinowala wszystkie albumy. I kto tu rzadzi?
21.05.2008
15:47
Środa
|
We wtorek wieczorem wybralem sie z dziewczynami na Oxford Street. Nareszcie poczulem, ze sie zaczyna ukladac
Przylecialem w poniedzialek i nikt nie wiedzial co ze mna zrobic. Z powodow osobistych osoba, ktora sie miala mna zajmowac musiala wracac do Warszawy, wiec plan sie troche skomplikowal. Tak wiec przez caly dzien mialem sie zajac soba, wtorek wygladal tak samo. Mialem w sumie tylko jedno spotkanie. Dlatego wyjscie na shopping troszeczke mnie rozluznilo. Potem piwko, fajna rozmowa i bardzo udany wieczor.
Canary Wharf wyglada jak profesjonalna dzielnica biznesowa. Wszedzie wyczesane biurowce, masa kolesi w eleganckich ciuchach, odwalone laski i powiew luksusu hehehe Pracuje na 18 pietrze masywnego budynku, widok jest neiziemski. Widac City i katedre Swietego Pawla, a w dole kanaly dokow i parki. Niesamowite. nasz biurowiec polaczony jest z podziemnym centrum handlowym (tak B, jest tam Starbucks) i kawiarenki zapelniajace sie krawatami w czasie lunchu.
Smiesznie sie patrzy na tych wszystkich ludzi idacych do pracy na 9:00 i wychodzacych o 17:00. To takie male miasto w miescie i ono wcale nie zamiera pozna noca. Kawiarenki okupuja place serwujac wszystko czego zmeczeni praca biznesmeni potrzebuja hehehe Wszystko fajnie, ale zdziwilo mnie, ze ta oaza biurowcow jest wlasnoscia prywatna. Teren jest otoczony bramkami i tak zaprojektowany, zeby przy ulicach wjazdowych staly budki straznikow. Oczywiscie sa tu wpuszczane autobusy i kolejka DLR pomyka sobie spokojnie miedzy budynkami, ale samochody prywatne sa kontrolowane. Prywatna policja spaceruje sobie waskimi parkowymi alejkami.
Arkowi by sie tu na pewno spodobalo, nie dosc, ze juz tu stoi las nowoczesnych wiezowcow, to jeszcze buduja nowe.
20.05.2008
17:05
Wtorek
|
Zdjecie znowu dla B, tym razem z samolotu
Sam Londyn, piekny. O malo sie nie posikalem ze szczescia jak wyladowalismy. Towarzystwo tez mi sie udalo. Zajechalismy na Canary Wharf, a tam o malo sie nie posikalem drugi raz
To zupelnie inny Londyn. Obiecuje, ze zrobie jeszcze jakies zdjecie. To teren prywatny, wokol biurowce, parki i taka elegancka atmosfera
Biuro wyglada masakrycznie ladnie. Tu posikalbym sie po raz trzeci. Oczywiscie przyszlo do sprawy pracy i dopadli mnie konsultanci. Troszkem sie przerazil. Na powaznie mam sie wszystkim zajac w srode. Gorzej bylo kiedy wyszedlem z biura. W hotelu czekala na mnie jedna, wielka PORAZKA. No nic, jesli caly czas byloby dobrze, nie docenialibysmy tego.
Szybko poszedlem spac, bo a) bylem zmeczony (w koncu musialem wstac po 4:00 na samolot), b) w tym hotelu nie mozna robic nic innego, c) popsul mi sie humor.
Dzis wstalem w lepszym humorze i sobie powolutku pracuje. Na razie nie ma zadnych fakapow. Moze oprocz tego, ze nie moge sie skupic. Poza tym, musze przeczytac dokumenty zostawione przez kolezanke. Poruszam sie po nich troche po omacku, bo nikt mi tego nie wytlumaczyl. O 17:00 idziemy na zakupy i piwo
Musze sie ogarnac i porobic jakies zdjecia z Canary wharf, bo tu jest naprawde magicznie

























RSS