26.06.2008
20:47
Czwartek
Mam w biurze tyle pracy, ze nawet nie udaje mi sie ostatnio wchodzic na gazete.pl nie nadazam czytac maili, ktore do mnie przychodza i przerwy robie sobie dlatego, ze bola mnie oczy od ciaglego patrzenia sie w ekran komputera. Jutro jedziemy na golfa. To bedzie ogolnofirmowy wyjazd. Nigdy nie gralem w golfa, dobrze ze jutro jest casual Friday i nie musze sie wbijac w niewygodne buty
Nastroj nadal taki sobie. Wolalbym jednak, zeby to byla taka choroba wewnetrzna, niz zarazliwa bakteria. Nie chcialbym nikogo zarazic. Anyway, do biura powoli zjezdzaja sie ludzie, zaczyna sie robic gwarno. Zbieram mysli. Do kupy...
25.06.2008
21:10
Środa
|
Muzyka, muzyka, muzyka... ostatnich pare dni bylo takich nierealnych, takich pieknych. Nawet poniedzialek mialem wolny od pracy. Wiele sie dzialo przez ten ostatni tydzien, ale nie jestem w stanie teraz tego wszystkiego opisac. Smieszne, ze kiedy dla jednego runie swiat, ktos inny tego w ogole nie zauwaza. Zycie toczy sie dalej.
Wybronilem sie dzis w pracy przez dodatkowym zajeciem. Taki moj maly osobisty sukcesik na polu zawodowym. Musze zaczac liczyc takie male sukcesiki, zeby przycmily wielka porazke. Mimo sukcesiku i tak mialem co robic i siedzialem w pracy dlugo i bylo intensywnie, jak mowi Gosia, bylo dynamicznie.
A po pracy odprezajace spotkanie z B. I znow nierealnie i znow pieknie. Warszawski Glam, Sex and the city, mody, trendy, ciemne okulary, rowne trotuary. Everybody wants to be us
B tak pieknie dzis jasniala, dobrze ze wrocila, bo jej gwiazdeczka sie ostatnio tak slabo swiecila, teraz moja sie ledwo tli
Ale komu w droge, temu wiatr w zagle, byle nie zdmuchnac plomienia.
18.06.2008
21:46
Środa
|
Wczesna pobudka, nuzaca praca ze wzruszajacymi i pelnymi milosci przerywnikami, a potem cwiczenia, cwiczenia, cwiczenia i frustracja.
Tak po krotce wygladal moj dzien. Rozmawialem dzis w biurowej kuchni z kolezanka, ze dostaje od zycia mase rzeczy i mozliwosci, ktorych wiele osob z pewnoscia mi zazdrosci. A ja czuje, ze zboczylem z drogi, ktora da mi pelnie szczescia. Moze sie myle, ale nie bede tego wiedzial, dopoki nie sprobuje na ta wlasciwa droge wrocic. Probuje.
17.06.2008
21:23
Wtorek
|
Katowice odjechaly w sina dal. Jakby nie bylo, to ostatnia szansa, ktora udalo mi sie zmarnowac. Wiele rzeczy mi sie w zyciu uklada, ale nie ma to jak porzadnie zmarnowac sobie szanse
Jakis nietrafiony wybor, szczypta lenistwa, na okrase nieprzychylny splot zdarzen i ot zmarnowana szansa jak malowana.
Troche sobie wyrzucam, w koncu idealny nie jestem, a i tak ciezko ruszyc dupe, zeby sie zorganizowac. Jakies 2 miesiace temu przestalem panowac nad swoim zyciem. Po prostu sie dzialo. Trzeba chyba sie za siebie wziac.
Madziu, przepraszam, ale taki jestem niezorganizowany, ze nie jestem w stanie umiescic wszystkiego na blogu. Ciagle brakuje mi czasu. Na szczescie dostarczylem Ci update'u w Krolikarnii. Jestes na biezaco
Zeby tylko mnie to ciagle zmeczenie opuscilo. Podroze sa fajne, ale zmiany klimatu mnie wykoncza. Przez dwa tygodnie w Warszawie lecze sie na gardlo. No bosko, na poczatku lata.
Bedzie dobrze, musi byc dobrze, tylko niech sie ogarne...
16.06.2008
22:14
Poniedziałek
08.06.2008
23:41
Niedziela
Chodzi za mna ta piosenka. Mialem udany weekend w domu. Przylecialem w piatek i poszedlem z B na obiadek. To bylo bardzo udane posuniecie, poniewaz swietnie sie bawilismy i napelnilismy brzuszki. A potem blogie lenistwo. Cala sobote przebimbalem. Pomagala mi piekna sloneczna pogoda. A ponadto ODZYSKALEM SWOJ TELEFON
W niedziele troche sie ogarnalem. Sprzatnalem w mieszkaniu, pojechalem do lekarza, odwiedzilem Grazynke i spakowalem sie na wyjazd. Ale i tak bylo dosc lajtowo. Wiecorem przyjechala Mama i poszedlem na drugie tego weekendu zakupy
Nie ogladalem meczu
05.06.2008
17:44
Czwartek
|
Beznadziejne jest to zdjecie. Mialo pokazac, ze z biura na Canary Wharf widac City. No nic, trudno, moze jeszcze porobie lepsze zdjecia, jak moj telefon wroci z naprawy. Nadal jestem w Glasgow. Nie mialem tylko czasu robic zdjec.
Poszlismy wczoraj do klubu (pewnie troche z racji urodzin Marcina). Bylo dosc przyjemnie. Nie powiem, ze rewelacyjnie, ale to taka mila odmiana
Polozylem sie o 2:00 tutejszego czasue (wiec tez nie jakos specjalnie pozno).
A dzis ostatni dzien na moja dokumentacje w Szkocji. Cholerka, nie wszystko potoczylo sie tak jak mialo sie potoczyc i jeden koels nie mial dla mnie czasu, wiec mam drobna obsuwe. Bede mogl to dokonczyc dopiero za 3 tygodnie, a mialem sie zajac czyms innym. No nic, w poniedzialek lece do Londynu.
04.06.2008
17:55
Środa
|
Kolejny dzien uplynal mi na szkoleniu. Fajnie bylo nawet. Troszke sie podszkolilem. Szkoda, ze te laski teraz uwazaja, ze jestem ekspertem... Nic to, jakos zniose ciezar slawy
Rano bylem troszeczke rozkojarzony. Poszedlem do sklepu, zeby doladowac sobie tutejszy telefon i nie zabralem vouchera.... Na szczescie czekal na mnie na podlodze i grzecznie znosil bycie deptanym przez innych klientow.
Marcin ma urodziny, wiec pewnie bedzie chcial isc na jakas impreze czy cos. Pewnie skonczy sie na siedzeniu w domu i piciu wina. Ale zdecydowanie musze sie przebrac.
03.06.2008
17:49
Wtorek
|
Kurcze, ten telefon nie robi ladnych zdjec
Alez odkrycie. Anyway, chcialem uchwycic fajny widok z mojego okna, a tu nie dosc, ze pada, to jeszcze nie dalo sie tego tak panormaicznie ogarnac
Jestem wycienczony. Leb mi peka i nie nadaje sie juz do myslenia. Caly dzien siedzialem na szkoleniu, nawet wiedzialem o co na nim chodzilo, co mnie niezywkle podbudowalo. Moglem sluzyc pomoca swoim szkockim kolezankom i teraz wyglada, ze nawet nie beda sie wstydzily zwrocic do mnie z prosba o pomoc. Przy okazji plotkowalismy o Sex and the City
Wczoraj obejrzelismy Coyote Ugly na DVD i dzien sie skonczyl pojsciem do lozka bez kataru. To cudowne uczucie!!!
02.06.2008
09:55
Poniedziałek
|
To jest Terminal 5 na Heathrow w Londynie. Ladny, nowoczesny tylko troche cieknie, co mnie rozwalilo na maxa
Ide sobie przez terminal, wszystko cacy, a na podlodze kubly z woda i cieknie z dachu
Nie spodziewalem sie, ze tak sie bede cieszyl, ze wracam do Glasgow. Lubie Londyn, ale ludzie sa znacznie bardziej przyjazni w Szkocji. Nie mam na mysli tego, ze wszyscy Anglicy sa niemili, ale i w Canary wharf sa trudni do polubienia
Tak wiec podroz do Glasgow, to byla ogromna ulga. Przylecialem, a tu pada i wieje.
W hotelu mieszkam na 10 pietrze, w naroznym pokoju, mam cudny widok na rzeke. Cieplo, nie smierdzi, pelen luksus. Czuje sie jak w domu
W biurze przemile powitanie. Ciepla atmosfera, usmiechy, zupelnie co innego. I co z tego, ze za oknem jest szaro, gdy w sercu ciagle maj hehehehe
Jesli chodzi o moje chorowanie, to czuje sie zdecydowanie lepiej. Jakies mgliste wspomnienia choroby slychac w moim nosowym glosie. Co prawda teraz przerzucilo mi sie na szyje i nie moge krecic glowa, ale dam rade, na to tez mam lekarstwo. Kremuje sie
Bedzie dobrze. Scotland rulez
A poza tym, to dzis na sniadaniu przezylem szok. To nie byla wina hotelu, bo nie mam mu nic do zarzucenia. Ja ogolnie grzeczny chlopak jestem, ale brytyjska kultura wymusza kolejki. Wszyscy grzecznie czekaja az sie obsluzysz. Szczegolnie widoczne bylo to w naszym biurze w Londynie. Ludzie uprzejmi i cierpliwi ponad miare
Anyway, ide ci ja dzis na sniadanie, ktore zwykle przebiegalo bez trudu, a tu jakas delegacja z afrykanskiego kraju i wycieczka z Azji. Wszyscy ludzie klebia sie przy bufecie. Ja sobie spokojnie czekam, a tu przepychanki! Ja sobie nakladam platki, a wpych sie przede mnie mala Azjatka i tymi malutkimi raczkami siegala po mleczko. Hello!! Sztucce lataly nad moimi glowami. Ta Afrykanska delegacja otoczyla kielbaski. nie moglem sie przez to dostac do plackow ziemniaczanych. Co chwile ktos wpychal sie przede mnie albo wymijal mnie z tymi tacami. No masakra. To jest wlasnie ten szok kulturowy?























RSS