09.07.2008
23:00
Środa
|
Co za dzien
W pracy sie wyjasnilo, kamien z serca. Potem bylo juz tylko z gorki. Mialem dzis odwiedzic ortodontke, ale poniewaz grafik w gabinecie sie zapchal, to podjechalem do mieszkania, gdzie dostalem obiad
Musialem go wciagnac dosc szybko, bo jechalem znowu do Srodmiescia. Zabralem B na koncert Jill Scott. To taki drobny prezent urodzinowy. Jill na poczatku chciala nam tlumaczyc tresc kazdej piosenki, ale okazalo sie, ze je rozumiemy, ku jej zaskoczeniu. A pod koniec, to juz bylo widac, ze jest zdumiona jak wiele tekstow jej piosenek zna polska publicznosc i jak sie dobrze przy jej muzyce bawimy. Kolesie z zespolu podczas bisow wyszli z aparatem i robili zdjecia publicznosci, bo nie mogli uwierzyc wlasnym oczom, kiedy wszyscy na sali stali i klaskali. B tez sie chyba podobalo. Skalala caly czas. Spotkalismy znajomych i ogolnie bylo super, a Jill ma wporzo glos
Mily dzien.
08.07.2008
18:14
Wtorek
|
Dzis na lunch wyszlismy calym teamem. Wszyscy razem. Zegnalismy dziewczyne z Singapuru, ktora przeprowadza sie do Stanow. Moze zaczne sie rozgladac za praca w Australii
Ania chce mi pomoc w napisaniu pracy magisterskiej. Milo z jej strony, bo chyba ciezko byloby mi sie zebrac samemu. Na pewno nie zaczne w tym tygodniu. Mam tyle zaplanowanych zadan i spotkan po pracy, ze kiepsko widze czas na nauke. Jutro musze wyrwac sie z biura wczesniej, poniewaz mam do odwiedzenia ortodontke, a potem przedurodzinowy prezent-prawie-niespodzianka dla B. A dzis wieczorem "Piotrus i wilk".
07.07.2008
23:10
Poniedziałek
|
Niedziela tez byla spoko. Od jakiegos czasu chodzila za mna zupa cebulowa. Arek lubi cebule, a jedna z niewielu postaci pod jaka moge to warzywo zjesc jest zupa. Tak wiec postanowilem, ze ugotuje mu takowa. I udala mi sie nawet. Byla bardzo smaczna.
Obejrzelismy sobie Pachnidlo, musze przyznac, ze ksiazka jest jednak lepsza niz film. A wieczorem przyjechala moja Mama i jedlismy lody. No i niedziela tez byla sympatyczna. Szkoda, ze caly czas myslalem o pracy.
W koncu przyszedl poniedzialek i balem sie do pracy isc
Zeby bylo mi razniej, poszedlem rano oddac krew. I w sumie po przebiciu sie przez nieuprzejma pania w recepcji zaczal sie nawet przyjemny poniedzialek. Troche sie w biurze stresowalem, ale im blizej wyjscia, tym bylo lepiej. Poza tym Ania dzis obronila magisterke (Brawo Aniu), a wieczorem poszlismy z Mama i Arkiem do kina Luna na flm "Karmel". Polecam, szczegolnie feministkom walczacym w Polsce o prawa kobiet
05.07.2008
23:39
Sobota
|
Po dlugim i stresujacym locie dotarlem w koncu do Warszawy. Dziewczyny wyjechaly, wiec w mieszkaniu bylo pusto. W weekend staralem sie nie myslec o pracy, ale caly czas mnie ona jednak nachodzila. W sobote udalo nam sie wybrac w Sex and the city w skladzie: B, Ruda, Arek i ja. Slyszalem juz rozne opinie. Ze jest beznadziejny, ze jest przezabawany, ze jest fantastyczny i w ogole. Mi sie podobal. Ubawilem sie.
03.07.2008
23:45
Piątek
|
Pracuje na wysokich obrotach. Nareszcie zaczal sie etap, kiedy wiem co robic. Szkoda, ze jest tego tyle na raz. Tym bardziej, ze to moj ostatni tydzien w Szkocji i trzeba wszystko podpinac. Tak wiec w pracy bylo wczoraj ciezko, ale po pracy szkocka szefowa przygotowala dla nas Burn's supper w naszym mieszkaniu. Postarala sie. Przywiozla dwa kosze jedzenia, garnki, sztucce. Przeczytala nam wiersze, mowila modlitwe przed posilkiem. Baaaardzo sympatyczny wieczor.
Dzis w pracy bylo jeszcze gorzej. Naprawde chcialo mi sie plakac. Niebo zrobilo to za mnie. W momencie kiedy bylo mi najgorzej przezylismy oberwanie chmury, zrobilo sie ciemno i padaly ogromne krople deszczu. Szkoda, ze nie umiem zrobic deszczowi ladnego zdjecia. Nie wyszedlem na lunch. Pracowalem caly czas. Ledwo zdazylem wyjsc z biura i szlismy do pubu na parterze. Znowu bylo milo. Tym razem ze skrajnosci w skrajnosc. Stresujacy poranek i mily wieczor.
Jutro mam samolot do Warszawy
01.07.2008
21:07
Środa
|
Wstaje sobie rano, poranna toaleta i w ogole, ide do salonu, prasuje sobie koszule do pracy. Patrze na telefon, a tam 8:40. Musimy za 20 minut wyjsc do pracy (biuro, jest 2 kroki od mieszkania), a Marcin jeszcze nie wstal. Wlaczylem telewizor, ustawilem BBC 1xtra i rozkrecilem na caly regulator. A Marcin nie wychodzi ze swojego pokoju. Przeleciala jedna piosenka, druga, patrze na zegarek na telewizorze, a tu 7:50... I od razu telewizor wylaczylem. Po prostu ustawilem swoj polski telefon z polskim czasem, zamiast brytyjskiego. Wiec mialem jeszcze godzinke w zapasie. Marcin sie nie obudzil, wiec szybko pobieglem do swojego pokoju i rzucilem sie na lozko. Nagle slysze drzwi i Marcin idzie do swojej lazienki. Przysnalem.
Kiedy sie obudzilem (pol godziny snu to chyba najgorsze co moglem sobie zafundowac), okazalo sie, ze Marcin tez wstal o 7:00, ale od razu wyszedl pobiegac. Wiec nie slyszal mojej muzyki. Ale przynajmniej bylo co opowiadac w kuchni przy kawie ![]()
W pracy mialem mase roboty. Nawet sie pogubilem troche, bo okazalo sie, ze prez gapiostwo musze robic to samo drugi raz. No i przyszly nadgodziny... A to jeszcze nie koniec, bo po pracy tez musze jeszcze cos zrobic, zeby na jutro do biura bylo gotowe.
30.06.2008
23:33
Poniedziałek
|
I dolecielismy. Dzis bez wiekszych atrakcji, bez przygod. Jakos tak wyjatkowo miekko i milo jechalo mi sie dzis taksowka na lotnisko. Pan kierowca nie byl zbyt nachalny. Spokojnie prowadzil, bardzo plynnie. Podwiozl mnie pod terminal, wystawil taksoweczke i spokojnie poszedlem spotkac sie z towarzyszami podrozy. Jak mowi Magda Memo to myself: Nie chodzic do Nescafe na lotnisku, bo kawe maja tam obrzydliwa. Sprobowalem dzis drugiego rodzaju (tym razem jakies promocyjne gowno) i nie smakowala mi. Chyba zaczen zabierac ze soba termos ![]()
W Amsterdamie mielismy troche czasu na pochodzenie po lotnisku. Naszla mnie nagla ochota na Cole Light, a Sylwie na cheeseburgera, wiec skoczylem do McDonald's, kupilem zestaw dzieciecy ja mialem Cole i frytki, Sylwia swoja kanapke, w nagrode dostalem jogurcik, a zabawke oddalem malemu chlopcu, ktory sie tego zupelnie nie spodziewal ![]()
W biurze powitano nas cieplo. Potwierdzilo sie, ze o mnie pytano. Biedna Helen musiala sie nauczyc mojego grafiku
Ale oto jestem i bede z nimi przez tydzien. Mam duzo do zrobienia i malo czasu. Ale jestem w dobrym humorze, wiec nie powinno byc zle. Niech tylko zdrowie dopisuje mnie i bliskim.
29.06.2008
23:12
Niedziela
Zabiegana niedziela. Z przewodnim motywem "Fever" w wykonaniu Beyonce. W powietrzu wisiala niespodzianka dla B, niestety miala sie objawic dopiero wieczorem, a do tego czasu musialem zalatwic pare rzeczy przed wylotem. Miedzy innymi wpadlem na chwile do biura, bylem w Zlotych Tarasach, zostawilem prezent Magdzie, posiedzialem chwile z Itka i potem kolejne zakupy w Realu, uzupelnienie zapasow raczej.
A potem lenistwo, lenistwo, lenistwo. A i tak jestem zmeczony. Cholerka. Nie odpoczalem
28.06.2008
23:13
Sobota
Odprowadzilem dziewczyny do metra i poszedlem sobie na nocny pare przystankow dalej, zeby nie stac i nie czekac przez 20 minut. To byl fajny dzien. Dzis obudzilem sie kolo 9:00, ale tak naprawde wstalem dopiero kolo 11:00. Drobne zakupy w Realu - ale mielismy ubaw z Martissa. Co chwile wybuchalismy smiechem. Troche plotek, troche glupotek no i koniecznie sklep Tchibo, ktorego Martissa jest wielka fanka. Potem staralem sie ogarnac troche pokoj, bo niektore rzeczy czekaja na ogarniecie od 2 miesiecy.
Nie ogarnalem wszystkiego, ale zamowilem pizze (w naszej kuchni stoi juz chyba z 7 pudelek, a ja sie dziwie, ze tyje...) i zasiadlem do ogladania American Psycho. Nie bedzie recenzji, bo nie jestem w nastroju na recenzje
28.06.2008
22:04
Piątek
|
Piatek byl pelen emocji. Emocje roznily sie natezeniem i rodzajem, ale glownie byly pozytywne, co pozwolilo mi zasnac z usmiechem na twarzy jakos tak kolo 2:00. W pracy bylo calkiem fajnie, dlatego ze znaczna wiekszosc pracownikow wrocila juz z zagranicznych wojazy i mamy teraz chwilowy okres stabilizacji przed kolejnymi falami wylotow. Dlugo sie wszyscy ze wszystkimi witali i nawet dostalem prezent w postaci lizaka w ksztalcie serduszka, zatknietego na dlugim niebieskim patyczku.
Poniewaz system mial problem ze szkockimi kontraktami, to zajalem sie angielskim. Dosc trudno bylo mi sie skupic na tych kontraktach, poniewaz cale biuro zylo wyjsciem na golfa i wczesniejszym opuszczeniem stanowisk pracy. Wstalem jako ostatni, wszyscy juz zeszli do taksowek, a ja wylaczalem laptopa i pakowalem sie przed kolejnym wylotem do Glasgow. Jak na razie ostatnim. Nasz dzial nie pojechal taksowka. Nas na golfa zabrala nasza Managerka swoim golfem
Sluchalismy Radia Kolor i nucilismy Kayah
Dojechalismy i usiedlismy do drobnego poczestunku. Polalo sie piwo i wszyscy sie weselili. Po jakiejs godzince siedzenia i gadania zostalismy podzieleni na 3 grupy i kazda grupa ruszyla na inna czesc pola. Przed kazda grupa stanelo inne zadanie i inne kije
My zaczelismy od mini golfa. Niestety przegralem 2 punktami z kolezanka z teamu. Potem poszlismy turlac kulki po krotkiej trawie
to bylo chyba najmniej fajne. A na koniec strzelalismy na odleglosc. Stad zdjecie powyzej. Potem mielismy drobne zawody w roznych konkurencjach i nawet w jednej konkurencji zajalem drugie miejsce. Dostalem dyplom.
Podczas ostatniego konkursu zaczelo sie chmurzyc. Kiedy spadly pierwsze krople deszczu postanowilismy sie nie przejmowac za bardzo, ale chwile pozniej rozpetala sie potezna burza. Schronilismy sie do takiego namiotu bankietowego o stalowej konstrukcji, a na dworze wiatr zacinal z ukosa i lataly ogrodowe parasole. Tak wialo, ze poly namiotu lopotaly na wietrze, a plandeka walila o te prety jak szalona. No dzialo sie tak sobie. Smiesznie, bo 2/3 ludzi sobie siedziala i jadla, a1/3 biegala i pomagala obsludze, a to zawiazac namiot, zeby nas nie wydmuchalo ze srodka, a to zbierac szklo, ktore tluklo sie z predkoscia swiatla. Obsluga byla cala przemoczona, ale zawiazali drzwiczki i wiatr juz nie wpadal do srodka. Burza potrwala z 15 - 20 minut. Zestrachala co poniektorych. Zdecydowalismy, ze zamawiamy taksowki i wracamy. Z tym tez nie bylo tak latwo. Taksowki mialy przyjechac po 30 minutach, a przyjechaly po godzinie.
Zostalem podiwieziony do siebie, przebralem sie szybciutko i wybieglem na autobus do Centrum. Jechalem posluchac jak spiewa moja pani profesor
Oczywiscie wygladala jak zwykle olsniewajaco i mistrzowsko panowala nad swoim glosem. Miala swietnego akompaniatora. Akompaniator jest wykladowca w szkole, do ktorej chodzila Magda, a do ktorej ja nie bede chodzil. A przyszedl z Joanna Trzepiecinska, z ktora mial koncert przed wystepem Magdy. Wszyscy sie wysciskali, zrobilo sie milo i mozna bylo zaczynac. Ogolnie caly wystep byl super. Magdy sluchalismy razem z Itka i B, ktora dolaczyla do nas na sam koniec. Pod koniec, kiedy to Magda zaproponowala, zebym sam zaspiewal. Zasiadlem na jej miejscu, ale nie dorownalem mistrzowi. Dobrze, ze ci biedni ludzie zostali zmuszeni tylko do jednej piosenki w moim wykonaniu























RSS