24.07.2008

18:51

Czwartek

Sroda minela juz troszke przyjemniej. Bylem potrzebny, krzatalem sie po biurze w Glasgow i wszystko sie udawalo. Zostalem w pracy do 19:00 tutejszego czasu (czyli do 20:00 polskiego), ale i tak odznaki pracownika miesiaca nie dostane ;-) Na pol godziny przed wyjsciem dowiedzialem sie, ze nastepnego dnia mam sie pojawic w Edynburgu. Spodziewalem sie, ze zostane tam wyslany, ale nie spodziewalem sie, ze zostane poinformowany o tym w ostatniej chwili.

Tak wiec dzis grzecznie wstalem i poszedlem na sniadanko, ktorego nie powinienem jesc hehehe ale dobrze miec znajomosci. "Na bramce" stala Renata, ktora poczekala az naloze sobie wszystko na co mam ochote i zaczne konsumowac. Podeszla i powiedziala, ze mowi mi to z sympatii (jak milo :-) ) Nie bylo mnie na liscie sniadan i jesli jutro tez bede chcial zjesc, to moge nie zostac wpuszczony, a jej nie ma w pracy. Od razu jej wytlumaczylem, ze to pewnie dlatego, ze mam oplacona tylko jedna noc, a teraz czekam na przelew z firmy, zeby zaplcic dalszy pobyt. Przyznala mi racje i na jej twarz wrocil usmiech :-)

Jutro juz bede na liscie sniadan, poniewaz na szczescie dzis dostalem przelew. Po sniadanku ruszylem na stacje, a w pociagu pisalem zalegle sluzbowe maile. Co za zycie ;-) W biurze w Edynburgu zaczelo sie tak samo jak wczoraj w Glasgow na poczatku nikt mnie nie potrzebowal, ale pod koniec dnia byla do mnie prawie ze kolejka :-) W czasie lunchu wyskoczylem na drobne zakupy i spacerek. Teraz tez sie chyba przejde i bede sobie wracal do Glasgow, zeby sie wreszcie wyspac (wczoraj mialem na to szanse, ale najpierw lecial program o szukaniu mieszkania, potem Big Brother, a na koniec amerykanska Zamiana Zon - uwielbiam Channel 4 hehe)

P.S. Moje zdjecia nie dochodza na mobloga, wiec na razie bedzie bez zdjec :-)

24.07.2008

10:49

Wtorek cd

Mimo wszystko stwierdzilem, ze nie ma co dramatyzowac i poszedlem do pokoju… na trzecim pietrze… bez windy… (windy w sumie były 3, ale żadna nie dzialala) w budynku przypominajcym palac, wiec kazde pietro mialo co najmniej 3 metry wysokosci, jeśli nie wiecej. Schody jak w amerykanskich filmach, czerwony dywan, szeroko, przestronnie tylko wali piwem i pijani ludzie walaja się po stopniach.  Im wyzej, tym bardziej przerazajaco. Dotarlem do swojego korytarza, nie wyobrazalem sobie, ze mam spac w tym nawiedzonym budynku. To naprawde wygladalo jak nawiedzone zamczysko, tyle ze bez sluzby, która by dbala o dywany i czystosc scian. To tak jakby arystokracja zostala wyrzucona i miejsce opanowane było przez zdecydowanie nizsze warstwy spoleczne.

W pokoju zachcialo mi się plakac. Kibel nie pozostawil mi zludzen. To nie była lazienka, to był ewidentnie kibel, smierdzacy i z zaciekami. Glazura pamietala chyba jeszcze lata 70, o których potem opowiadal mi jeden koles, który podobno wtedy w tym hotelu pracowal. To był pieciogwiazdkowy hotel… wtedy. W suficie pokoj miał dziure, przez która widac było rury. Nie chcialem czekac az wyskoczy stamtad maly wlochaty przyjaciel z ogonem. Skontaktowalem się ze znajomym, który poferowal mi mieszkanie w centrum, którego nie uzywa już poprzednio. Tym razem naprawde potrzebowalem jego pomocy i postanowilem zaczac się narzucac. Niestety był w Hiszpanii. Drugi tubylec, który mogl mi pomoc miał wylaczony telefon. Byłem w ciezkiej dupie…Wyszedlem do hotelu, w którym zwykle się zatrzymujemy. 

Znajoma obsluga, pachnaca recepcja, czyste dzialajace windy i nawet swiatelko w tunelu w sprawie mojej smierdzacej walizki. Jedyny minus, musialem zaplacic sobie za pierwsza noc sam. I tu musze powiedziec, ze baaaaardzo się ucieszylem, ze mam karte kredytowa. Umiesz liczyc, licz na siebie. Nie moglem się zatrzymac u zadnego z moich znajomych z Glasgow, nie znam prywatnych numerow ludzi z pracy, wiec gdyby nie ta karta, musialbym spac w syfie. Już po polnocy byłem w stanie zaczac pranie swoich ciuchow w wannie przy uzyciu zelu pod prysznic i wyrzucanie szkla z walizki. Kryzys zazegnany.

24.07.2008

10:47

Wtorek

Poniedziałek kolorowy nie był, chociaz zakonczyl się calkiem milym przenocowaniem dwoch duszyczek. We wtorek rano wychodzilem z domu do pracy z B, ciagnalem dzielnie walizke, kiedy na balkonie pojawil się Arek pytajac czy nie biore telefonu. Ponieważ jestem przesadny, wiedzialem ze cos pojdzie nie po mojej mysli, mimo ze nie wrocilem po ten telefon, tylko Arek zniosl mi go na dol. W pracy nie ogarnialem maili.   Zamowilem sobie taksowke na 16:00. Na szczescie nie było korkow i dotarlem na Okecie szybko. Zjadlem sobie obiad w restauracji Sami Swoi. Nie był to najlepszy na swiecie wybor, ale coz jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Przynajmniej smazony cammembert był smaczny. 

Samolot do Amsterdamu był prawie pusty, wiec lecialo się przyjemnie. W Amsterdamie tez miałem duzo czasu. Gorzej zrobilo się dopiero w samolocie do Glasgow. Siedzialem kolo podpitego kolesia, który się rozpychal, samolot byle pelen, wiec nie miałem gdzie się przesiasc, a koles szpanowal ogladajac filmik na swoim malutkim, designerskim, przenosnym gowienku. Nie mam problemu z takimi urzadzeniami, nie zazdroszcze, nie mam potrzeby mieć czegos takiego, ale wkurzal mnie. Podsuwal mi to prawie pod nos jak nie patrzylem w jego strone. Przykry jakis. No niewazne. 

Wyladowalem i zlapalem taksowke do hotelu. Tym razem miałem spac w innym miejscu za namowa kolegi z pracy, który zasugerowal, zebym sprobowal czegos nowego. Zawsze przeciez spimy w tym samym miejscu. No i zostal zabookowany hotel Quality Central Glasgow. Ja w pitu! Z jakoscia to to nie ma nic wspolnego, przynajmniej teraz. Zdecydowanie lata swietnosci ma za soba. Budynek jest cudny, co prawda pod hotelem jest dworzec, ale architekt zrobil to z rozmachem. Na wejsciu powiedziano mi, ze w centrum pekla rura z gazem i w hotelu nie ma cieplej wody. Szkoda bardzo, bo jedna z butelek polskiego piwa, które wiozlem dla szkockiego kolegi rozsypala w się w drobny mak i zalala wszystkie moje rzeczy!!!!  Tak wiec zalezalo mi bardziej na cieplej wodzie niż na znizce, która pani w recepcji mi proponowala.

20.07.2008

22:16

Niedziela wieczor



Nie wiadomo skad, nie wiadomo czemu opetal mnie gniew. Zezloscilem sie i zrobilo mi sie jeszcze gorzej w srodku niz bylo przez caly weekend. Wyzywalem sie na niewinnych, bliskich mi osobach. Musze sie polozyc, jutro bedzie lepiej...

20.07.2008

18:53

Niedziela


Sniadanie zjedlismy ogladajac Zle wychowanie. Potem byl drugi odcinek zupy cebulowej, ktora zjedlismy wspolnie z Dorota. Ogarnalem do konca szafke, na ktorej juz od dawna mialem zrobic porzadki. Przez to moje latanie realik zostal troszke zapuszczony. Rzucalem na niego wszystko co popadlo. Trzeba bylo dokonac malego rachunku sumienia ;-) Ale juz ogarniete. Znowu mnie ogarnelo jakies smectwo. Pochlonalem przez to caly litrowy pojemnik lodow. Slucham Bjork i sprzatam kolejne skrawki zycia...
Mialem ochote wybrac sie na msze na Freta, ale oczywiscie sie nie zlozylo ;-)

20.07.2008

18:27

Sobota

Med Zoom

Jak sie mozna domyslic Sobota zaczela sie od drugiej czesci Drugiej Szansy. A potem udalo mi sie namowic Arka na wywiezienie odpadow do Eko Domku do Ikei w Markach. Wrocilismy i musialem od razu jechac do Centrum, gdzie bylem umowiony na wizyte z Pania Doktor, do ktorej mialem zajrzec, zeby pokazac gardlo. Wizyta potrwala 2 minuty, myslalem, ze zdaze jeszcze na pociag na Powislu. Tym sposobem wrocilbym do mieszkania w 15 minut. Ale nie, oczywiscie przez remont, nie moglem wejsc na odpowiedni peron. Zabraklo mi doslownie minuty, bo heroicznie biegnac po drugim peronie uslyszalem tylko jak pociag zamyka drzwi i odjezdza. Myslalem, ze zlapie go jeszcze na Wschodniej, ale sie nie udalo, wiec postanowilem wsiasc w autobusy, ktore pod Wschodnim stoja. Odjechaly mi obydwa na raz!!!! I co z tego, ze caly czas bieglem. Nawet do tych pieprzonych autobusow bieglem. Nalezy nadmienic, ze caly czas padal deszcz. Kiedy juz doczlapalem sie do przystanku tramwajowego na Grochowskiej bylem caly przemoczony i wsciekly.

Dojechalem do mieszkania, akurat Arek wychodzil do pracy, a Dorota z Mama wyszly juz na zakupy. Wszedlem na chwile na gore, zdjalem mokre ciuchy i wyciagnalem rower, zaprowadzilem go do wulkanizacji i poprosilem o napompowanie kol. JEszcze tego lata bede na nim jezdzil, na pewno! Wrocilem do mieszkania i ugotowalem zupe cebulowa. Nawet tym razem bardzo przy tym nie plakalem. Zupa byla juz gotowa, w mieszkaniu pusto i jakos mi sie tak smutno zrobilo. Smutno i Samotno. Mama z Przemkiem, Britney w Lipsku, Grace na Mazurach, Arek w pracy, Gosia nie odpowiada na smsy, Magda w Lublinie.

Zadzwonilem do Ani i wyciagnalem ja na Starowke. Zaaplikowala mi lody (takie z budki) i poczulem sie lepiej, potem do Arkadii (wydawanie pieniedzy poprawia mi humor) i juz bylo calkiem niezle. Poza tym na poczcie w Arkadii znalazlem breloczek ze swoja grupa krwi. Byl ostatni i akurat z moja grupa. Magic ;-) Wrocilem do mieszkania, zrobilem Arkowi salatke owocowa, ktora i tak nie zaspokoila jego wieczornego glodu heheh Przywiozl Nagich i zasnal przed koncowka, a ja obejrzalem go do konca. Juz dawno chcialem obejrzec ten film. Nadrabiam zaleglosci, idzie mi calkiem niezle. W prezencie imieninowym dostalem Zle wychowanie, ktore bardzo lubie.

20.07.2008

18:24

Piątek



Mialem imieniny i zrobilem sobie z tej okazji wolne w pracy. Dlatego tez niezmiernie sie ucieszylem, ze w tym roku Tata o mnie pamietal i zadzwonil o 7:00, zeby zlozyc mi zyczenia... No nic, nie chcial zle, ale niestety juz nie zasnalem. Postanowielm z okazji swojego swieta przygotowac Arkowi sniadanie do lozka :-D Pobieglem szybciutko do Reala, zeby miec z czego to sniadanie przygotowac, bo lodowka swiecila pustkami. Wracam Ci ja do domu, a Arek juz wstal, wiec moj plan nie wypalil. Zjedlismy w kuchni hehehe Potem obejrzelismy American Psycho 2 i Arek wyszedl do pracy, ja zabralem sie za czyszczenie swojego inboxu, bo musze przyznac, ze mam duuuuuzo starych maili. 

Czas jakos tak szybko biegl, ze to co sobie zaplanowalem wydawalo sie coraz mniej mozlwie do zrealizowania. Kiedy wyszedlem z mieszkania bylo jakos kolo 17:00. Na szczescie dotarlem do banku, gdzie grzecznie poprosilem gburowata i nadeta lafirynde o zamkniecie jednego z kont. Nie chciala za bardzo wspolpracowac, bo nie przynioslem ze soba karty. Co to za roznica czy ona ja przetnie, czy tez ja. Albo czy w ogole karta bedzie przecieta, jesli konto bedzie nieaktywne. No niewazne. Myslalem, ze zamknela to konto, a nadal mam je na swoim ekranie, kiedy wlaczam bank online... 

Po banku poszedlem do lekarza. W LIMie spedzilem dobra godzinke, a to za sprawa tego, ze najpierw poszedlem do ortopedy, ktoremu chcialem tylko zakomunkiowac, ze jego nastawianie kregoslupa pomoglo ;-) Wolalem juz nie zostawac u niego w gabinecie dluzej, dlatego o odczytanie wynikow badan krwi poprosilem juz innego doktora. Pan byl bardzo mily, z uwaga mnie wysluchal, przedstawil interpretacje wynikow i kazal mi jesc mniej slodyczy i tlustych potraw. To czym ja bede zyl? ;-) 

Kolejny prezent imieninowy, ktory sobie zrobilem, to wizyta u stomatologa. Pomyslalem, ze skoro i tak juz jestem w klinice, to czemu by nie wpasc do dentysty. Zatem zjechalem na 3 pietro, gdzie poprosilem jedynie o przeglad. Myslalem, ze panie nie znajda dla mnie czasu. A tu psikus. Znalazly i nawet wypiaskowaly mi oba luki :-) Po piaskowaniu Pani Doktor pomalowala mi zeby lakierem, wiec teraz jestem chlopak jak malowany :-D Tak upiekszony wybralem sie do BUWu, gdzie mialem oddac przetrzymana ksiazke. Niestety BUW byl juz zamkniety, wiec wrocilem na Srodmiescie, gdzie chcialem sobie kupic breloczek z grupa krwi, ale Poczta byla juz zamknieta. Wsiadlem wiec w pociag i wrocilem na Marysin. 

Odbylem polgodzinna rozmowe z Britney, ktora probowala sie do mnie dodzwonic, a moj telefon tego nawet nie odnotowal. Na szczescie jeszcze w ten weekend wraca z Niemiec. Usmialismy sie i zyczylismy sobie kolorwych snow. Jednak nie bylo mi jeszcze pisane pojscie spac. Arek przyniosl film Druga Szansa, ktorego nie obejrzelismy do konca tego dnia, padlismy w polowie.

16.07.2008

21:26

Środa

Med Zoom

Zyje jakby nie w realu... Wstalem wczesniej, zeby ogarnac pare spraw na boisku hehehe Bylem w biurze nawet wczesniej niz moja mangerka. C prawda zaraz potem szybko zasmucilem ja wiadomoscia, ze prosze o dzien wolny podsuwajac wniosek urlopowy i pytajac czy moge dzis wyjsc godzine wczesniej. Glupio mi bylo o to prosic, ale tak sie sklada, ze mi to potrzebne akurat 

Dawno sie tak w pracy nie napracowalem. Co prawda od jakiegos czasu wszystko w biurze przyspiesza i caly czas mam co robic, ale dzis bylo wyjatkowo szybko. Mamy goraca linie z Anglikami, ktorzy probuja sie przestawic na nowy system... Arkadiusz podarowal mi najnowsza plyte Ani Dabrowskiej, ale nawet nie mialem czasu jej przesluchac w pracy (co uczynilbym po raz trzeci w sumie). Tak sie zakonczyla historia Ani, ze porzucilem ja wybiegajac z office'u 

Dobieglem na tramwaj numer 9 i tak zaczela sie moja podroz do mojej przemilej ortodonkti na Szczesliwicach. Z dusza na ramieniu i rozwianym plaszczem zerkalem na zegarek, ale zdazylem. I co? Obsuwa byla!!! Musialem czekac na swoja kolej. No skandal! ;-) Wykorzystalem ten czas na inspekcje toalety, przejrzenie najnowszych plotkarskich magazynow z maja i czerwca, wyslanie kilku niecierpiacych zwloki smsow i w ogole, to co sie robi w poczekalni. 

Wizyta jak zwykle byla mila. Wprawilem chyba Pania doktor w dobry humor. Dala mi kolejne gumki do samoobslugi,  zalozyla mi nowe i sprawila nowy drut. Bosko hehehe Teraz szczeka mnie boli jak cholera, ale wytrzymam, znow wczesniej sie poloze spac, tym razem, zeby nie czuc bolu. Po wizycie wstapilem do Blue City aby wyslac waznego maila w sprawie swojej podrozy sluzbowej. Otoz B, lece w przyszly wtorek do Glasgow. Nie nacieszysz sie mna bejbe... 

Tak wiec znowu z rozwianym plaszczem, glodem w oczach i przyjacielskim usmiechem poprosilem w tymze Coffee Heaven o salatke owocowa, zeby bylo zdrowo i ogromna porcje ciasta czekoladowego hihi Czokoholikiem jestem. Ale nie chce sie leczyc. Palaszuje zdobycze, mila pani przynosi mi haslo jednorazowe do internetu, spedzam milo czas, pisze maile, zalatwiam sluzbowe sprawy. Pitu pitu, ale trzeba wracac do domu. 

Odjechalem z Zachodniego, wchodze do klatki a tam czeka na mnie koperta z Niemiec. Zupelnie nie wiedzialem od kogo ;-) To byla niesamowita niespodzianka B, naprawde. Tym bardziej, ze z konsulatu. Vielen dank :-D Wlaczam sobie komputer, sprawdzam poczte, a tam e-mail od Pani ktora mi w Coffee Heaven zapodala jednorazowe haslo do internetu, ze moj portfel bezpiecznie czeka na zapleczu. 

Ze slucham?!?!?!?! Ledwo sie rozebralem ze sztywnych biurowych ciuchow, ledwo wrocilem ze stacji, a juz mam sie ubierac i isc na stacje ponownie? Doloz moja doloz... Roztargnienie potrafi byc takie upierdliwe :-) Oczywiscie bylem Pani niezmiernie wdzieczny, ze przechowala bezpiecznie moj portfel i ze do mnie napisala. Fajnie, ze jeszcze sa uczciwi ludzie. A moj adres e-mail miala z karty stalego klienta Wayne's Cofffee, ktora walala sie miedzya kartami innych kawiarni (Coffee Heaven tez tam bylo) hihi Coz za ironia losu. Pociag mialem za 15 minut, wiec w 45 minut bylem z powrotem w Blue City. W Piotrze i Pawle kupilem Pani Merci i postanowilem juz tym razem pojechac autobusem. 

I jak tak sobie szedlem od przystanku, to te znajome Marysinskie chaszcze i dziurawe ulice wydawaly mi sie takie odlegle i odrealnione. Moze po prostu jestem zmeczony :-)

15.07.2008

21:42

Wtorek

Med Zoom

Takim cudenkiem zem dzis wracal z pracy... Klima, cicho, miekko, tak jakby elegancko ;-) Mogloby wiecej takich jezdzic. Czas w pociagu uplynal mi wyjatkowo szybko i to nie dzieki lekturze Men's Health ani tez mimo mocnych perfum mojego sasiada, ale dzieki wlasnie komfortowym warunkom. Nawet za oknem siakos tak ladniej.

Dzien zaczal sie od wtopy. Jedna panienka ze Szkocji mi nie odpowiadala na maile, wiec postanowilem zadzwonic do drugiej panienki, z ktora sie polubilem bylem na obczyznie. Dajmy na to, ze nazywa sie jak wszystkie Szkotki ;-) Anna McSmith. Wczoraj wyslalem Annie maila, w ktorym sfotografowalem nasza maszyne ze slodyczami, bo narzekala na brak czekolady, totez dzisiejsza rozmowe zaczalem wlasnie od wczorajszego zdjecia. 

Zdziwilem sie troszke, bo panna chichocze i zachowuje sie zupelnie nie jak stara dobra Anna ;-) Pytam czy dostala zdjecie, ona mowi, ze dostala. Pytam czy podzielila sie zdjeciem z kolezanka (siedzaca biurko obok), a ona mi mowi, ze nie zna panny o takim imieniu i nadal chochoczac mowi, ze chyba pomylilem adresatow, bo ona jest jakby w Anglii.

Tom sie na posmiewisko wystawil - pomyslalem sobie. Rzeczywiscie akcent miala siakis taki angielski, ale Ci w Edynburgu (do ktorego chcialem sie dodzwonic), to pelna kultura i nawet nie zaciagaja z barbazynskim szkockim akcentem strasznie. W biurze w Edynburgu poznalem wiele osob mowiacych piekna angielszczyzna, dlatego nie wzbudzilo to moich podejrzen. Glasgow brzmi inaczej, od razu bym wiedzial, ze cos jest nie tak.

No nic wyjasnilo sie, Anna McSmith ma w mailu miedzy imieniem a nazwiskiem jeszcze jedna literke, a numer telefonu ma zupelnie inne cyferki. Od razu napisalem do swojej kolezanki z Edynburgu ;-) i usmialismy sie po pachy :-D A reszta dnia juz nie byla taka wesola. Poszedlem na lunch, usiadlem z polska kolezanka na polskim ogrodku w tradycyjnej polskiej restauracji Green Way.

Gaworzymy sobie, jemy nieskazone miesem potrawy. Opowiadam jej, ze z przyjemnoscia zamieszkalbym w Centrum w jednej z takich kamienic jakie nas tu otaczaja. Mysle o kupnie mieszkania w takiej kamienicy, porownuje stan warszawskich kamienic do tych w Lipsku (widzisz B, jestes wszedzie) i nagle nasza sielanke maci przebiegajacy obok naszego stolika piwniczny, szary i zapierdalajacy jak rakieta szczur. Dobrze, ze na talerzu zostalo mi juz doslownie pare kesow, bo jakos odebralo mi apetyt...

Wrocilismy do biura i musialem jeszcze zostac po godzinach :-( Moze dlatego takim nieszczesliwy ;-) Klade sie, coby o pracy nie rozmyslac :-)

13.07.2008

23:10

Niedziela

Med Zoom

Czwartek: Po pracy bylem umowiony na spotkanie do Szkoly jezykowej Empik. Potrwalo krotko, na szczescie, wiec zaraz potem pojechalem z Arkiem do Zachety. Z Zachety szybko do domu, zeby sie przebrac i zjesc i wyruszylem na impreze urodzinowa B i Itki. W drzwiach minalem sie z moja Mama, ktora przyjechala nas odwiedzic (rano sie z nia nie spotkalem, bo wyszla zani wstalem hehehe). Dziewczyny wybraly klub, w ktorym tego dnia grali rytmy latino. Bawily sie przednio. Machaly kuperkami i wygladaly swietnie. Poza tym bardzo ladnie swietowaly, musz eprzyznac. Poczulem sie jak nudziarz, kiedy wyszedlem przed polnoca. Zaraz, moze mialem sie poczuc jak Kopciuszek. Anyway, nie zostalem do konca imprezy, bo "nastepnego dnia rano do pracy..."

Piatek: Dawno tak sie nie cieszylem z piatku i na weekend :-) Kiedys mnie smieszylo, jak ludzie mowili, ze nie moga sie doczekac, ale widac sie starzeje ;-) W czasie lunchu wyskoczylem na Centralny pozegnac B, ktora djezdzala do Berlina. Tej to dobrze, moze sobie od wszystkiego odpoczac. Wyszedlem z biura i zaczela sie burza. Na szczescie pierwsze krople zmoczyly mnie dopiero kiedy wchodzilem w Centrum do podziemi, dzieki czemu uniknalem zamoczenia. Ludzilem sie, ze pada tak tylko w Centrum, ale kiedy wysiadlem z pociagu w Marysinie bylem juz pewien, ze suchy nie dojde. Tym bardziej, ze zostawilem jak na zlosc parasolke Ani w domu. Co prawda od stacji nie mam jakos daleko, ale moj t-shirt, jeansy i buty byly przemoczone do cna. Pan ochroniarz otwierajac mi furtke ironicznie zauwazyl, ze troche zmoklem. Nawet usmialem sie razem z nim. To byl tak cieply deszcz, ze wprawil mnie w swietny humor. Buty schly przez dwa dni, a koszulke i spodnie od razu wrzucilem do pralki. Na wieczor obejrzelismy Sweeney'a Todda i mielismy cale mieszkanie dla siebie, bo dziewczyny pojechaly do domow rodzinnych.

Sobota: Nie wiedziec czemu wstalem o 6:30. Arek byl juz na nogach i... zaczelismy sprzatac, bo kolo 9:00 mial przyjsc wlasciciel mieszkania. Bylo fajnie, bo sprzatalismy razem. Kiedy juz bylo ogarniete, pojechalem do Zyrardowa, zeby spotkac sie z Tata w mieszkaniu Mamy. Sytuacja byla jeszcze bardziej zakrecona, jak z filmu, bo Mama wyszla z mieszkania i ogolnie byla wielka konspira. Powodow spotkania i konspiry bylo mnostwo. Poprzestanmy na jednym chociaz powodzie spotkania. Otoz moj Tata kupil sobie nowy telefon i pomoglem mu go rozszyfrowac ;-) Ale sie z samego rana usmialem. Wrocilem na Wawer. zabralem Arka do Reala i ugotowalem zupe cebulowa (ktora starczyla nam na dwa dni), a Arek przyrzadzil salatke owocowa. Wieczorem wybralismy sie z Ania na spacer na Starowke, a skonczylismy uciekajac przed burza odnowionym Krakowskim Przedmiesciem. Wszystko sie ladnie zbieglo w czasie i nawet nie musielismy dlugo czekac na nocny. Znow pod koniec dnia brzuch mnie bolal od smiechu.

Niedziela: Zapowiadala sie niemrawo, chociaz dostalem sniadanie do lozka, a potem ogladalem na Discovery Science program o najwiekszym samolocie pasazerskim swiata, czyli Airbusie A380. Odgrzalem zupe, nakarmilem Arka i psozedl do pracy, a ja spotkalem sie z Ania, ktorej zawalil sie caly swiat. Oczywiscie wszyscy na okolo wiedzieli, ze nic sie nie stalo i wieczorem, kiedy jej facet przyjedzie wszystko wroci do normy (i tak sie stalo), a w miedzyczasie chcialem kupic laptopa, wiec chodzilismy po sklepach elektronicznych i bawilismy sie roznymi urzadzeniami, co udokumentowane zostalo np fotka powyzej. A zamiast laptopa dzis kupilem torbe na laptopa. Jest niesamowita ;-) Znow uciekalem przed burza :-D W jej trakcie obejrzelismy 8 kobiet, a za chwile zaczyna sie Sex w wielkim miescie, wiec koncze :-)

<< < 12345... 9 > >>